takie sobie logo serwisu
A co to?

Johannes Brinktrine
Msza święta
Wypisy

Louis Bouyer
Misterium paschalne
Indeks
Wypisy
a 1
cdn 3
cdn 4

ooo 2
cdn 5
Wypisy z: Louis Bouyer, Misterium paschalne

[s. 47]

Istota chrześcijaństwa

Istota chrześcijaństwa nie jest wprost dostępna ani w systemie metafizycznym, ani w moralności, lecz w tym uwikłanym w czasie przebiegu świętej czynności, którą jest liturgia, a szczególnie liturgia paschalna. ... [Jezus] przyszedł, aby przeobrazić nas samych i świat Boskim działaniem, jakiego żaden intelekt stworzony lub mogący być stworzony nie był w stanie przewidzieć ani nawet pojąć. Po śmierci Sokratesa ludzie mogą więcej niż uprzednio wiedzieć o rzeczywistości, po śmierci Jezusa natomiast sama rzeczywistość dogłębnie się przekształciła.



[s. 53]

Dlaczego przez mszę stale ponawiamy Krzyż?

W jaki sposób godzina Chrystusa, ta jedyna godzina spośród wszystkich, dopuszcza możność, albo raczej wymaga ustawicznego ponawiania? Czyżby jej definitywna wartość była niepewna? Czyżby pozostało coś niedokończonego i pozornie do dokończenia, skoro konieczne jest bezustanne podejmowanie jej od nowa? Prawda jest całkowicie odwrotna. ...

Stat crux dum volvitur orbis. (Podczas gdy świat przemija, krzyż pozostaje.) List do Hebrajczyków jest w tym momencie kategoryczny. A więc nie wznowienie misterium chrześcijańskiego nadaje krzyżowi jego trwałość: to niezniszczalna aktualność krzyża umożliwia wznawianie w nieskończoność tajemnicy sakramentalnej. Chrystus już nie umiera, lecz fakt Jego krzyża dźwiga odtąd całą historię.



[s. 57]

Hermeneutyka znaku sakramentalnego

Religia Słowa Wcielonego spoczywa na podłożu religijnego symbolizmu, który sięga początków ludzkości i związany jest w jej naturą. Czyż nie było normalną konsekwencją Wcielenia, że Bóg, który stał się człowiekiem, otoczył udzielanie siebie samego świętymi gestami, w których ludzkość próbowała na próżno wznieść się ponad siebie i przyoblec w kogoś innego? ...

Lecz jakież przeobrażenia do kultycznego misterium wszystkich czasów wniosło przyjście Chrystusa! Miejsce ukrytej w rytach obecności zwykłych zjawisk kosmicznych zajmuje obecność aktu naprawdę zbawczego, bo naprawdę Boskiego. Oto zamiast zbliżenia wprowadzonego między znakiem a rzeczywistością przez całkowicie subiektywne odczucia niejasnej harmonii między życiem człowieka a siłami świata, Słowo Boże, które stało się Ciałem, to Słowo, które nie może ani się pomylić, ani w błąd wprowadzić, to Słowo, któremu wystarcza nazwać rzeczy, aby je wydobyć z nicości - łączy znak z rzeczą przez ten znak oznaczoną.

[s. 59:] Głowa nasza przejęła dla religii swoich wyznawców symbole, jakie od wieków były symbolami synów ziemi.



[s. 62]

Msza św. a triduum sacrum

Sens zawarty w każdej mszy jest w liturgii tych trzech dni rozwinięty nie tylko z najwyższą precyzją, ale i z najwyższym liryzmem. Można by powiedzieć, że na liturgię składa się obszerny i okazały obrzęd eucharystyczny o dwóch biegunach, w których wszystkie aspekty mszy objawiają się kolejno. W mszy Wielkiego Czwartku widzimy Ostatnią Wieczerzę, rodzącą Krzyż. W mszy nocy paschalnej spełniona ofiara Krzyża odtwarza Ostatnią Wieczerzę, lecz tym razem w niezaćmionym świetle zmartwychwstania.



[s. 64]

Logika reformy liturgii

To, czego nam trzeba, to odtworzenie środowiska właściwego rytom i formułom, jakie liturgia nam proponuje, tak, aby nie były już dla nas skostniałymi przedmiotami muzealnymi opatrzonymi etykietami, lecz jakby pulsującymi zawsze organami dzisiejszego życia. Brońmy się więc przed pokusą zastąpienia liturgii żywej jakąś archeologiczną rekonstrukcją. Trzeba, abyśmy w historycznych źródłach naszej obecnej liturgii umieli znaleźć natchnienie, które pozwoli nam przywrócić jej ciepłą atmosferę życia, dostosowaną do naszych czasów. Wówczas sztywne fałdy jej hieratycznej szaty odnajdą swą dawną miękkość, a zesztywniałe rysy jej niewzruszonej maski rozpłyną się w świetle Boskiego uśmiechu.



[s. 81 (z p. 104)]

Pozorna wolność stoików

Stoicyzm ostatni przyznaje się nam: jego wolność mędrca była tylko amor fati.

[p. 104:] Volentem ducunt fata, nolentem trahunt. Seneca, Ep. 107, 10.



[s. 85]

Przez Eucharystię uczymy się ofiary z siebie

Przez sam znak, jaki wybrał, Jezus objawia nam, że Jego ofiara, ofiara naszego pojednania z Ojcem, ofiara Nowego Przymierza, jest zasadniczo ofiarą dziękczynną, i ofiarowując swoje Ciało i swoją Krew, objawia nam, że nie jest to tylko ofiara z tego, co się ma, lecz z tego, czym się jest, dar z siebie Temu, który nam dał wszystko aż do istnienia włącznie.



[s. 90]

Eklezjalny wymiar Eucharystii

Jako ochrzczeni w Chrystusie, obleczeni w Chrystusa, jesteśmy reprezentowani w naszym biskupie dzięki temu, że on zastępuje naszą Głowę, aby powtarzać dziś JEGO Eucharystię naszym chlebem, aby złączyć Jego ofiarę z naszą ucztą. Bowiem to właśnie, ten chleb, który my będziemy spożywać, aby go sobie przyswoić, ofiarowany zostaje Ojcu przez Biskupa i przez nas razem z nim, jako Ciało ukrzyżowanego Syna.



[s. 92]

Sens offertorium

W starożytności każdy chrześcijanin, pragnący przyłączyć się do Eucharystii, składał swoją część chleba na patenie podawanej przez diakona. Celem bowiem tego obrzędu jest przygotowanie w sakramencie przedłużenia Wcielenia - aż do nas.

Z chwilą swego ziemskiego narodzenia, Syn Boży przyjął nasze ciało, aby w nim pojednać z Ojcem naszą naturę. Otrzymuje on teraz w pewien sposób życie każdego z nas w substancji naszego pożywienia. Pożywienie to, przeistoczone w Niego, zasymiluje nas wszystkich z Nim samym. Udzieli ono naszej naturze, w każdym z nas, zdolności stania się tym, czym stała się w Nim. Jego ofiara stanie się zarazem naszą ofiarą.



[s. 96]

Aniołowie i Eucharystia

Kościół wierzył zawsze, że aniołowie asystują liturgii eucharystycznej na ziemi, ponieważ łączy nas ona z ich nieprzerwaną ofiarą, według tego planu Bożego, który wydawał się być opóźniony przez szatana, lecz przez Jezusa został całkowicie spełniony. Nowy Testament ukazuje nam aniołów przedstawiających Bogu na ołtarzu niebiańskim nasze modlitwy.



[s. 100]

Pokarm przemieniający

Chrystus uczynił ze swego aktu akt nas wszystkich przez to, że utożsamił rzeczywiście swój byt z naszym pokarmem i przeistoczył go w samego siebie. Tak więc przez mszę stajemy się tym, czym On się stał przez krzyż: żywą ofiarą dla Boga, Jego Ojca.



[s. 105]

Już siedzimy po prawicy Boga

Dzięki sakramentom, nade wszystko dzięki Eucharystii, włączeni w Chrystusa i mając udział w Jego własnym życiu, możemy w pewnym sensie mówić za św. Pawłem, że już zmartwychwstaliśmy, że już siedzimy po prawicy Boga. (Por. Ef 2, 6.)



[s. 106]

Historia Kościoła a życie Chrystusa

Z nami i z Kościołem dzieje się dzisiaj to, co działo się z Chrystusem w czasie Jego życia ziemskiego. Nie był On jeszcze uwielbiony; przeciwnie, zmagał się z szatanem, a szatan wydawał się jeszcze górować nad Jego człowieczeństwem, śmiertelnym jak nasze.



[s. 106]

Cuda Jezusa a zmartwychwstanie

W każdym z Jego cudów - cudów uleczenia naszego człowieczeństwa, zranionego przez nieprzyjaciela - dokonało się jakby antycypowane promieniowanie tego Zmartwychwstania i jego rozciąganie się na ludzi, mimo cieni obecnej walki, ponieważ żaden cień nie mógł uczynić wyniku wątpliwym.



[s. 106n]

Eucharystia a namaszczenie chorych

Płynie z niej niewyczerpana moc uzdrawiania naszego człowieczeństwa i odnowy wszechświata, owego kosmos, który nas otacza. Skutkiem tej mocy są cuda dokonywane przez świętych i niewidzialna chwała, której Bóg pozwala czasem opromienić na chwilę ich jeszcze przemijające człowieczeństwo, tak jak na to pozwolił swojemu Synowi na górze Tabor. Uprzywilejowanym tego znakiem, danym Kościołowi przez Chrystusa, jest sakrament namaszczenia chorych. ...

Udziela się go wprawdzie tym, którzy znajdują się w niebezpieczeństwie śmierci, lecz po to, aby wyzdrowieli, i to nie tylko przejściowo, jak w wypadku wszystkich wyzdrowień na ziemi (choć często taki właśnie skutek wywiera), lecz wiecznie, na takie życie, którego śmierć nie będzie mogła już zwyciężyć. Jeśli mają umrzeć po przyjęciu tego sakramentu, to w tej śmierci nie będzie żadnego śladu klęski zadanej przez szatana; będzie ona tylko dokonaniem, spełnieniem tej ofiary Chrystusa, z której Eucharystia uczyniła ich ofiarę. Zaopatrzeni tym namaszczeniem przyjmą śmierć, już nie jako ostateczną nicość, lecz jako chwałę. Ciało, które ich dusza opuści pewnego dnia mniej lub bardziej odległego, zostanie opuszczone już tylko po to, aby mogło być odzyskane jako przemienione przez tego Ducha Bożego, u którego źródeł już teraz dusza będzie mogła pić.



[s. 108]

Szatan głównym sprawcą grzechu

Integralne chrześcijaństwo poucza nas, że nie jesteśmy pierwszymi sprawcami zła. Jesteśmy tylko nikłymi statystami, wciągniętymi - zresztą dobrowolnie, przynajmniej z początku - w cudzą przewinę, kogoś od nas większego. Z tego jednak wynika, że nie możemy uciec od zła, skoro już raz daliśmy się w nie wciągnąć. Nasze zbawienie wymaga interwencji kogoś większego niż ten, kto nas zwyciężył.



[s. 108]

Prawdziwa szkodliwość szatana

Trzeba nam się oczywiście wyzbyć tych groteskowych wyobrażeń, które są dla nas zbyt łatwym pretekstem, aby nie widzieć tego, co nam przeszkadza lub nas przeraża. Demony i ich moc nie są tworem dziecięcej fantazji, której można by się wyzbyć ze wzruszeniem ramion. Strona poważna, a nawet straszna tej mocy pochodzi stąd, że są to istoty duchowe, podobnie jak nasza dusza i jej Bóg, lecz w rzeczywistości znacznie bliższe są tego Boga przez naturę, choć upadłą, niż my moglibyśmy być przez naszą naturę, choćby przestała być nieskażona.



[s. 111]

Demony a świat

Nauka Nowego Testamentu stwierdza bez żadnej wątpliwości, że demony są obecnie panami sił naturalnych, którym podlega fizyczne życie człowieka, że są one złymi duchami miejsc i ludów i - ogólnie - tajemnymi mocami, panującymi nad całym biegiem świata. Prawdą jest, że nie mogą one mieć bezpośredniego wpływu na intelekt lub wolę ludzką. Lecz grzech jest dobrowolną kapitulacją przed nimi ludzkiej woli, a bałwochwalstwo taką samą kapitulacją intelektu, wynikającą wprost z poprzedniej.



[s. 112]

Władza demonów po śmierci Chrystusa

Chrystus przybił do krzyża ów swego rodzaju rękopis paktu niewolniczego, podpisanego przez nas i oddającego nas diabłu przez grzech pierworodny. Teraz przychodzi kolej na nas, byśmy podeptali demony, zakute w kajdany wobec triumfu Króla chwały, a uprzednio pozbawione przez Niego całej swej władzy nad ludźmi i nad wszechświatem. Na krzyżu Bóg obrócił przeciw nim broń najwyższą, dzięki której książę tego świata uciskał ludzi: śmierć. Byleśmy tylko pozostali w zjednoczeniu z Chrystusem, naszą Głową, do nas należy wykonanie tej władzy, którą oni wykonywali nad nami. Co robić z tą władzą, jeśli nie użyć jej, aby z tej ziemi, na której wskutek naszego upadku pozwoliliśmy im się wciągnąć w krąg ich upadku, wygnać ich tak, jak Michał Archanioł i jego aniołowie strącili ich z nieba?



[s. 113]

Ostateczny argument za istnieniem szatana wg Bouyera

Przypowieść o mocarzu i o mocniejszym od niego, który przychodzi go powalić w jego własnej fortecy, nie pozostawia miejsca na żadne wahanie w tym względzie.



[s. 114]

'Dał im władzę nad złymi duchami'

Nawet dziś Kościół nie czyni w swej liturgii nic innego, tylko to, co czynili apostołowie w czasie swej pierwszej misji. Jakąkolwiek istotę czy rzecz chce Kościół pobłogosławić, zaczyna od okazania, że uważa ją aż dotąd za siedzibę demona i sądzi, iż przede wszystkim należy mu to miejsce odebrać i z niego go wypędzić. [...]

Upadek człowieka pozwolił diabłu na osiedlenie się na skutek naszej niewierności na tym świecie, który tak jak i niebo miał być Królestwem Bożym; i na odwrót - nasze odkupienie przez Chrystusa, Króla tego Królestwa, które ma nadejść, wypędzi szatana z ludzi i ze świata, za pośrednictwem naszej wiary w zwycięstwo Krzyża.



[s. 116]

Istota upadku aniołów

Na [istniejący w aniołach] obraz ten [=niezmiennej wymiany w Trójcy Świętej, tworzącej życie Boskie] zresztą Bóg chciał rzucić światło swego oblicza tak, aby duchy stworzone, włączone przez łaskę w życie właściwe Trójcy, mogły posiadać w ciągłym biegu swego istnienia, wyprowadzonego z nicości, wieczny odblask Bytu czystego.

Jednakże szatan i jego aniołowie woleli zachować się raczej dla siebie samych niż oddać się tej nieskończonej miłości, która by im dała prawdziwie synowskie podobieństwo Boskości. Grzesząc - gdyż w tym właśnie jest grzech - zniszczyli ten własny byt, który chcieli zachować dla siebie. Ich odmowa uczestniczenia w podobieństwie Bożym, które zostało im ofiarowane, zaciemniła nawet obraz Boży wyryty w ich naturze. Odmawiając oddania się niewymownemu udzielaniu się Ojca i Syna w Duchu Świętym, sparaliżowali w sobie samych ten poryw, który z ich życia naturalnego czynił obraz życia Bożego. Na tym polega śmierć duchowa. Im bardziej zdecydowanie ich pełen pychy egoizm odwraca się od Boga, tym bardziej pogłębia się i rozprzestrzenia skostnienie ich własnego bytu.

Mimo że udało się ich szaleńcze przedsięwzięcie podbicia naszego świata, to jednak ich pożądliwość na próżno poszerzała - o tyle, o ile to było możliwe - krąg posiadania, którego odmówili Panu wszechrzeczy - nie zyskali nic, lecz wszystko stracili. Ponieważ zdobywają jedynie poprzez wciąganie w swój bunt, zdobycz ich nie może zwrócić im życia, przeciwnie, zdobycz przez nich porwana pogrąża się w śmierć. Wszędzie, gdzie ustala się ich panowanie, ustala się bezruch, nie będący niezmiennością międzyosobowej wymiany w Bogu, lecz paraliżem bytu, w którym ustała wszelka wymiana.



[s. 117]

Dawajcie, a będzie wam dane

Obecność życia Bożego w nas zaczyna się od odnowienia w nas życia ludzkiego. Obecność ta uwalnia od wszystkich sił, które dzielą, rozłączają; kładzie ona kres śmiertelnemu dążeniu do skupienia się na sobie, przez co każdy byt stworzony, chcąc zachować się dla siebie, dusi się.



[s. 119]

Wieczność Eucharystii

Nie był to dla Niego tylko akt przejściowy. Akt ten spowodował u Niego stan trwały, w niebie i w Kościele, tak samo jak On pochodził z odwiecznego stanu Syna, na łonie Ojca. Zawsze, aż do skończenia czasów Chrystus ofiarowuje się Ojcu przez ręce kapłanów. Lecz aż poza wszelkim czasem, przez całą wieczność, tak w Ciele, jak i w Głowie, cały chrystus trwać będzie w obecności Ojca w niezmiennym stanie ofiary.



[s. 121]

Ofiara Krzyża w zamyśle Chrystusa domaga się naszego uczestnictwa

Eucharystia czyni ofiarę Chrystusa naszą ofiarą, ponieważ przedstawia Go pod postaciami naszego pożywienia; nie liczyć się z tym przy sprawowaniu Eucharystii byłoby zasadniczym wypaczeniem jej sensu. Kościół nie uważa ofiary za całkowicie spełnioną tak długo, dopóki przynajmniej kapłan nie przyjmie Komunii. Życzy sobie, aby w czasie każdej mszy jak największa liczba wiernych łączyła się z nim w tym akcie, aby w ten sposób zostało potwierdzone ich rzeczywiste uczestnictwo w ofierze, która została złożona w ich imieniu.



[s. 122]

Wcielenie w Chrystusa środkiem i celem jednocześnie

Wcielenie w Chrystusa jest środkiem o tyle, że łączy nas z doczesnym aktem, przez który Słowo Wcielone dokonało naszego pojednania z Ojcem; ostatecznym celem całego chrześcijaństwa jest zaś o tyle, że w ten sposób spełnia się odwieczne zjednoczenie całego stworzenia w tym Boskim Słowie, na którego obraz wszystko zostało stworzone.



[s. 124]

Eklezjologia św. Jana

[Chrystus] mówi niezwykłe słowa: 'Jestem krzewem...', to znaczy nie częścią, choćby nawet główną, ale całością.

Nie mylmy się co do tego: tak długo nie oddamy w pełni sprawiedliwości tej nauce, jak długo nie dojdziemy do wniosku, że w chrześcijaństwie jest tylko Chrystus. W myśli Bożej my, to jest Kościół, nie jest dodatkiem do Chrystusa, choćbyśmy ten związek z Nim pojmowali jako najsilniejszy. Kościół jest Chrystusem, objawiającym stopniowo pełnię swej istoty. Inaczej mówiąc, przychodząc do Niego, nie przynosimy Mu nic, tylko się w Nim odnajdujemy.



[s. 126]

Człowieczeństwo Jezusa otwarte na każdego człowieka: jaka tego racja - a to racją celibatu

Nic się w Nim nie kończy samo w sobie, wszystko jest w Nim ciałem, duszą, umysłem, sercem, wolą Kogoś Nieskończonego. Tak więc Boska osoba tego człowieka, którym jest Jezus, otwierając swą indywidualność na nieskończoność, zamiast zamykać ją i ograniczać do samej siebie, jak to czynią nasze osoby z naszą indywidualnością, sprawia, że z jednej strony przyjmuje ona wszystko, co jest z człowieka, a z drugiej strony użycza jej nadprzyrodzonej mocy udzielania się każdemu człowiekowi.



[s. 142]

Podwójna pomoc Ducha Świętego

Greckie słowo parakletos odpowiada mniej więcej naszemu słowu 'adwokat'. Wyraża myśl podwójnej pomocy, tej której udziela ktoś, kto sam broni sprawy swych podopiecznych i kto z drugiej strony pokrzepia ich w doświadczeniu. Św. Paweł uczy tego samego, kiedy nam mówi równocześnie, że Duch 'sam przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami' i 'wspiera świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi'.



[s. 150n]

Piękno w chrześcijaństwie

Dla Greków piękno było oznaką boskości i przedmiotem prawdziwego bałwochwalstwa. Jeśli pierwsi chrześcijanie obronili się przed tym kultem pogańskim w jego postaci czysto fizycznej, niemniej zatrzymali z niego, i to słusznie, zdrowy element w nim zawarty. Zgodnie z ich umysłem, zarówno dalekim od moralizmu nowożytnego, jak naturalnie skłonnym do kontemplacji, nie obawiali się wyrażać w terminach estetecznych swego wyobrażenia o Królestwie Bożym. Trzeba tu oczywiście zapamiętać pewne pouczenie: działanie, nawet w najbardziej wzniosłym znaczeniu tego słowa, jest z samej natury pojęciem czegoś przemijającego. Jakiekolwiek by było znaczenie danych czysto etycznych Ewangelii dla obecnego życia, które jest tylko przejściem, trzeba bronić się przed sprowadzaniem całego chrześcijaństwa do moralności, choćby onamiała charakter nadprzyrodzony. W wieczności agape rozwinie się nie w czynie moralnym, lecz w czystej kontemplacji: wieczność będzie charakteryzowała 'chwała' Boska, pojęcie w najwyższym stopniu estetyczne. Jednakże miłość, bynajmniej nie zmniejszona, dopiero wówczas będzie promieniować w całej swej wspaniałości. ... Już teraz modlitwę błagalną, chociaż jest ona istotna, należy dopełniać modlitwą uwielbienia, czystym odbiciem w naszym umyśle Bożego piękna, które odbijać się będzie kiedyś w naszych własnych twarzach. Z tego punktu widzenia uleczenie naszej zranionej natury jest tylko czymś dodatkowym w stosunku do wyrytego na niej boskiego obrazu, Słowa, w którym sam Ojciec się ogląda i w którym my mamy Go oglądać.



[s. 151]

Estetyka chrześcijańska

Poprzez Zmartwychwstanie to promieniowanie niebieskiego piękna musi rozciągać się ostatecznie na całą nawet przyrodę, przede wszystkim w ludzkim ciele, a także we wszechświecie fizycznym odnowionym wokół człowieka. [...]

Wreszcie na to, co z niepewnego piękna w tym świecie może istnieć dzisiaj, musimy patrzeć jak na przeczucie i obietnicę piękna, którym będzie promieniować dzieło Boskie, a więc nawet materia wyrwana z zepsucia przez chwałę dzieci Bożych.



[s. 152]

Krzyżmo

Krzyżmo różni się tym od wszystkich innych sakramentaliów, że jest ni mniej ni więcej, tylko nośnikiem Ducha. Przez nie utrzymuje się w Kościele i udziela pełnia posiadania Ducha, który jest całą chwałą Kościoła. Z wszelką pewnością nie można w tym widzieć żadnej analogii do przeistoczenia postaci eucharystycznych. One same są bowiem sakramentem Ciała i Krwi Chrystusa, podczas gdy sakramentem Ducha lub - dokładniej - Jego przekazania jest nie Krzyżmo, lecz akt bierzmowania lub sakry biskupiej, w których używa się Krzyżma. Po uczynieniu tego zasadniczego zestawienia nie należy się jednak dziwić, że Ojcowie odważyli się mówić o rzeczywistej obecności Ducha Świętego, związanej z Krzyżmem na stałe. W Krzyżmie tkwi odtąd uświęcająca moc Pocieszyciela i przez Krzyżmo On sam się udziela.



[s. 161]

Krzyż Chrystusa - Boga-Człowieka

Któż zdoła opisać ten wewnętrzny krzyż Boga, który stał się człowiekiem, który czuje się jak Bóg opuszczony przez ludzi i jak człowiek opuszczony przez Boga?



[s. 164n]

Krzyż, miłość i gniew

Zanim krzyż stał się najwyższym objawieniem miłości i  a b y  s i ę  nim stał, ukazuje się najpierw jako objawienie gniewu. Bóg kocha grzesznika, lecz powaga tej miłości nie będzie nigdy zrozumiana, póki się nie zrozumie, że On nienawidzi grzechu. Sądzić, że Bóg kocha grzesznika bez znienawidzenia grzechu, jest równoznaczne z sądem, że Jego miłość jest błogosławiącą obojętnością. Lecz myśleć, że Bóg kocha grzesznika, gdy odczuwa się słuszną obawę przed gniewem ściągniętym przez grzech, jest równoznaczne z wiarą w całą paradoksalną wielkość tej miłości, która jest Jego i tylko Jego miłością.



[s. 165]

Miłość a sąd w NT

Posiadamy w Ewangelii objawienie miłości Bożej, miłości szczodrobliwej bez miary, a umysł nasz skłonny jest dopuszczać do siebie myśli, że to objawienie miłości zaćmiewa ostatecznie objawienie gniewu głoszonego przez proroków. Zupełnie inna była myśl Nowego Testamentu: ten sam święty Jan, który najbardziej podkreśla miłość, podkreśla także najbardziej sąd. Miłość Boża daleka od zniesienia sądu uwypukla go w sposób nowy. Tak długo, jak długo kto się myli na ten temat, błądzi co do tego, czym jest ta miłość.

Gdyż to sama miłość dokonuje sądu przez samą swą obecność, sądu nieubłaganie surowego, nie ma bowiem nic, co byłoby w stanie od niego ocalić: jeśli miłość potępia, kto uwolni?



[s. 166]

Miłość sądząca

... Jezus dodał ... : 'Kto gardzi mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym', podobnie jak po pouczeniu o tym, że Ojciec mu przekazał sąd, oświadczył: '... Kto słucha słowa mojego i wierzy w Tego, który mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia'. Co oznacza to podwójne przeciwstawienie, jeśli nie to, że sądu dokonują te same słowa, którymi Jezus zwiastuje dobrą nowinę o zbawczej miłości?



[s. 167]

Mors malis vita bonis - miłość sądząca cd.

Wielu ludzi współczesnych skłonnych jest pytać, czy to, że Bóg nie zbawia nas równie dobrze bez naszej zgody, nie stanowi ograniczenia Jego miłości. Wierzyć w to jednak oznaczałoby paść ofiarą naszej wyobraźni. Przeciwnie, ponieważ miłość Boża jest całkowitym darem istoty Bożej, byt stworzony, który nie pozwala się jej porwać, nie może spotkać się z jej porywem, nie ulegając rozbiciu. Boska Agape jest jakby nieodpartą falą, która niesie aż do nieba barki, które jej się powierzają, ale rozbija te, które małoduszna ostrożność trzyma u brzegu.



[s. 167]

Istota gniewu Bożego

Gniew Boży nie jest przenośnią, to jedynie słabość naszego umysłu każe nam go pojmować jako odrębny od Jego miłości i hamujący tę miłość. Jest on jedynie tym, czym staje się dla nas ta miłość nie zmieniając się w sobie, lecz właśnie z racji swej niezmienności, kiedy się jej przeciwstawiamy, zamiast jej ulegać. Aby posłużyć się innym obrazem, światło słoneczne zamiast oświetlać oko oślepia je, oko jest bowiem źle przystosowane do spoglądania wprost na słońce, lecz nie dzieje się tak dlatego, że światło zamienia się w ciemność; to słabość oka czyni - tylko dla siebie - noc z jasności. Podobnie potępieni nie cierpią dlatego, że przestali być miłowani, lecz dlatego, że stali się na zawsze niezdolni przyjmować miłość, która ich ciągle otacza. Ogień miłości nie jest zbyt słaby, aby ich dosięgnąć, lecz zbyt gorący, aby nie strawić tych, których ogarnia, jeśli ich nie przenika.



[s. 175]

Konieczność wyrzeczenia

Wraz z Nowym Testamentem ustały ofiary ze zwierząt, ponieważ teraz człowiek sam wyniszcza się w ofierze. Jezus powtarzać będzie niestrudzenie swoim apostołom, 'że trzeba, aby Syn Człowieczy został wydany ludziom i aby został ukrzyżowany'. Św. Paweł powie ze swej strony do chrześcijan: '... proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz wasze rozumnej służby Bożej' i 'dopełniam braki udręk Chrystusa w moim ciele, dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół'. Dlaczego więc ta krew między Bogiem a nami? Dlaczego trzeba, żeby powrót martnotrawnego syna do domu rodzicielskiego dokonał się po tych ciernistych drogach? Czyż Ojciec wszechmogący nie idzie naprzeciw niemu z szeroko otwartymi ramionami? Cóż to więc za pozorny fatalizm, że przyciska On do swej piersi zawsze tylko ciało zakrwawione?

Pismo nam to mówi: 'Nieprzyjaciel to uczynił'. ... Między Nim a nami stoją moce ciemne, lecz zbyt realne, i powiedzmy to: zbyt osobowe, aby Bóg je lekceważył. [...] Grzesznik nie może połączyć się z Bogiem w Jego światłości bez stoczenia krwawej walki ze strasznymi gośćmi sfery cienia, która rozpościera się wokół światła i trzyma go w niewoli.



[s. 178n]

Źródło zbawczej mocy cierpienia

Cierpienie z wszelką pewnością nie jest dobrem samym w sobie: nie może być odkupienia przez cierpienie, jeśli się to rozumie w ten sposób, że cierpienie dokonuje odkupienia. Niemniej jednak nie jest ono również złem, lecz jego konsekwencją, taką konsekwencją, w której to dobro, jakie pozostaje w każdej istocie zaatakowanej przez zło, ujawnia się i broni. Jedynym złem radykalnym jest grzech, nieposłuszeństwo woli stworzeń wobec woli Boskiej. A jedyną konsekwencją grzechu, w której umacnia on swe panowanie ... to nie cierpienie, to śmierć całkowita, fizyczna i duchowa. Cierpienie - przeciwnie - jest zawsze oznaką sprzeciwu życia wobec śmierci, sprzeciwu nie usuniętego jeszcze między światem stworzonym i upadłą wolnością, która go wciąga w swoją własną ruinę. [...]

Niezdolne do oderwania nas od złego, cierpienie nie może odwrócić od nas gniewu Bożego. Udałoby się mu to wtedy tylko, gdyby mogło zidentyfikować się z miłującym posłuszeństwem, w Boskiej agape przywróconej w sercu człowieka.

To właśnie dokonuje się w Słowie Wcielonym. W Nim nasze człowieczeństwo, wyrwane grzechowi, uświęcone przez świętość Osoby, która je posiada, triumfuje nad tą mocą śmiertelną, wobec której paraliżuje nas grzech. ... Jeśli ból jest napięciem całej naszej istoty między śmiercią wypływającą z grzechu a życiem zrodzonym z Boga, to Chrystus cierpiał ponad wszystko, co mógł wycierpieć jakikolwiek człowiek, bardziej niż wszyscy ludzie razem wycierpią kiedykolwiek. ... [Cierpienia] te, które On wycierpiał, dlatego że to On właśnie 'święty i sprawiedliwy je wycierpiał, miały taką głębię, jakiej nie mogły mieć w nikim innym. [...] Jezus cierpiący cierpiał w doskonałym posłuszeństwie. Cierpienie, które w nas było bezowocne, w Nim stało się na nowo ożywcze: złożony w grobie, powstał z niego.

Tak więc Chrystus zwyciężył grzech, śmierć i diabła przez swe cierpienia nie dlatego, zęby te cierpienia jako takie mogły mieć tę moc, lecz dlatego, że to On je wycierpiał. On, doskonały wielbiciel Boga, ten, w którym diabeł nie znajdował nic, co by do niego należało. Dlaczego Bóg, dając nam przez łaskę możliwość przezwyciężenia grzechu, nie dał nam możliwości przezwyciężania cierpienia i śmierci?

Nasza wolność nie może się nawrócić przez łaskę wcielenia w taki sposób, żebyśmy mogli uniknąć dotknięcia przez ciosy, jakie na nas ściągnęła nasza pierwsza, nieszczęsna decyzja. Nasza wolność byłaby bowiem niczym, gdyby miała znaczenie tylko chwilowe, a nie miała pociągać za sobą przyszłości: nie zachodziłaby w tym wypadku żadna tożsamość między istotą, która była wcześniej, a tą, która będzie jutro.

Grzesznik stanie się sprawiedliwym dopiero wtedy, gdy dokona ofiary z siebie nie w innym stanie, tylko w tym, w jaki wtrącił nas grzech. ... Byłoby to więc zerwaniem ciągłości między grzesznikami, którymi jesteśmy, i sprawiedliwymi, którymi stać się musimy na nowo, jeżeli mamy być znowu sprowadzeni od grzechu do miłującego posłuszeństwa, bez konieczności przejścia przez śmierć.



[s. 194n]

Biblia w liturgii

Czytanie ewangelii nie jest w Kościele zwykłym przypominaniem wydarzeń bezpowrotnie minionych. Tworzy ono sacramentale ich obecności, odnawianej dla nas bezustannie.



[s. 196]

Realizm liturgicznego głoszenia ewangelii

Mimo że wydarzenia podane nam, jako wydarzenia, które się już dokonały w określonej chwili, nie mogą się same w sobie włączyć się znowu w nieodwracalny bieg czasu, to jednak moc słowa Bożego powierzonego Kościołowi, dzięki której one się dokonały, doprowadza nas jakby ponad wiekami do bezpośredniego kontaktu z tym słowem, w całej jego świeżości. Słowo, które stało się Ciałem i mówiło do ludzi, wyrażając w ludzkich słowach Boskie słowo stwórcze, którym samo było, działając przez to słowo i powierzając się apostołom, aby je nam przekazali, przeznaczało je dla nas. Kościół przynosi nam to słowo w Jego imieniu z całą rzeczywistością, jaką ono mu nadało.

Gdybyśmy się byli znaleźli u brzegu tej drogi, którą 'szedł Jezus, czyniąc dobrze', nie bylibyśmy bliżej Niego, bliżej żadnego z Jego cudów, żadnego z Jego aktów współczucia i litości, niż teraz, gdy słuchamy, gdy Jego Kościół nam je zwiastuje. Zacheusz nie słyszał Go zwracającego się do siebie bardziej bezpośrednio, niż my Go słyszymy. Następstwo świąt liturgicznych, jak i tyleż etapów czytaniu Ewangelii, której Kościół nie przestaje powtarzać światu, łączy nas ponad wszystkim, czego moglibyśmy pragnąć lub wyobrazić sobie - z tym, co te święta upamiętniają. Próżna jest skarga, jaką czasem formułujemy: 'Ach, gdybym był świadkiem tych rzeczy!' Ich rzeczywistość nie była bardziej bliska świadkom naocznym niż nam, do których słowo Boże kierowane jest w Kościele.



[s. 200n]

Przed upadkiem - po upadku

Ludzkość przed upadkiem nie potrzebowała kapłaństwa. Człowiek obdarzony przyjaźnią Bożą sam mógł się ofiarować Bogu jako ofiara dziękczynna, bez zabicia, lecz poprzez najwyższy rozkwit swojej natury, wyniesionej przez łaskę Bożą, z którą ta natura była jeszcze doskonale zharmonizowana.

Natomiast z chwilą upadku nic z tego nie było już możliwe. Adam przeciwstawił się łasce; popadł w stan, w którym już jej nie posiadał, który jest jej wrogi i który sprawi, że jego działanie w łasce, zakładając, że mógłby do niej mimo wszystko powrócić, nie będzie już bezpośrednio uszcześliwiające, lecz przede wszystkim niewymownie bolesne.



[s. 202]

Racja celibatu w samej istocie kapłaństwa Chrystusa

Widzimy więc, jakie podobieństwa łączą, a równocześnie, jakie różnice dzielą kapłaństwo Chrystusa od ojcostwa Adama. Zasadniczym elementem tego kapłaństwa jest to, że Chrystus jednoczy w sobie znowu ludzkość, aby ją na nowo zrodzić. Lecz to już znaczy, że owo ojcostwo kapłańskie jest czymś zupełnie innym, niż ojcostwo cielesne. W pierwszym rzędzie to zrodzenie nadprzyrodzone zamiast dokonywać się przez podział jedności gatunku, dokonane zostanie przez nawrót do tej jedności, przez zebranie i zjednoczenie rozproszonych członków mebra disiecta w ciele jednej jedynej osoby.

Chodzi nade wszystko o dokonanie 'nowego narodzenia' i to 'narodzenia z Boga': nie o udzielenie bytu, lecz o odnowę i wywyższenie aż do zjednoczenia z Bogiem tej istoty, którą Adam zrodził w swym odłączeniu od Boga, przekazując jej w dziedzictwie swe własne rany. Najbardziej właściwym elementem pojęcia kapłaństwa na wzór Melchizedeka jest więc akt, przez który Arcykapłan stanie się przyczyną tego nowego stanu tych, którzy do niego należą.

Aktem odnowy ludzkości, jakiego mógł dokonać tylko Bóg, który stał się człowiekiem, będzie dobrowolna śmierć drugiego Adama.



[s. 203]

Golgota, Eucharystia i życie Kościoła

Eucharystia niewątpliwie odnawia się bez końca; lecz wszystkie msze św. są zawsze tą samą, wieczną ofiarą. Wszyscy kapłani, jako kapłani, są tylko jednym kapłanem - Chrystusem; wszystkie ich Eucharystie są tylko jedną ofiarą, ofiarą Ostatniej Wieczerzy i Kalwarii, a wszystko - życie Kościoła i każdego chrześcijanina - będzie aż do końca czasów tylko Męką Chrystusa-Głowy, dokonującą się w Jego członkach. Tylko On bowiem w gruncie rzeczy działa w całym chrześcijaństwie lub raczej - my działamy tylko przez Niego i w Nim.

Trid. Ses. XXII cap II, D-B, 940: Una enim eademque est hostia, idem nunc offerens sacerdotum ministerio, qui se ipsum tunc in cruce obtulit, sola offerendi ratione diversa.



[s. 212]

Objawienie Krzyża

Jeśli krzyż jest objawieniem Boga, to dlatego, iż jest on doskonałym objawieniem Jego agape, Jego miłości, dającej wszystko, co posiada, która się daje aż do wyniszczenia się i to nie tylko tym, którzy by na to zasługiwali, gdyby mogli tacy istnieć, lecz i najbardziej niegodnym.



[s. 227]

Dusza i ciało w koncepcji chrześcijańskiej

Życie jest dobrem, a przez życie rozumieć trzeba, jeśli nie tylko i po prostu życie ciała, które w gruncie rzeczy nie różni się od życia duszy, to przynajmniej życie w ciele i z ciałem. Człowiek nie jest duszą oddzielną; jest duszą i ciałem w zjednoczeniu, duszą żyjącą przy pomocy ciała i przenikającą je ze swej strony własną duchowością.



[s. 227n]

Dusza i ciało w platonizmie i w chrześcijaństwie

... dla platończyków dusza jest niezmiernie dobra, podczas gdy ciało w sposób beznadziejny podlega zepsuciu i może tylko pogrążyć duszę w błocie, jeśli ona na to zezwoli. Dusza nie potrzebuje więc zbawienia sama w sobie, potrzebuje jedynie wybawienia od ciała.

Dla chrześcijan sprawa przedstawia się przeciwnie. Dusza popełniając winy, wprowadziła nieład w siebie i w swoje stosunki z ciałem. Gdy od chwili upadku 'ciało' (la chair) pociąga za sobą duszę, to nie jest to takie ciało (le corps), jakim je stworzył Bóg. Ciało w języku św. Pawła jest przedmiotem rozwiązłego pożądania płynącego z duszy, wyrzekającej się swego prawdziwego dobra. Jest to wprost dusza, która stała się niezdolna do panowania nad samą sobą i do pociągnięcia za sobą swego ciała w posłuszeństwie, nie rządzi już nim i nie zaprowadza nadrzędnej jednolitości pragnień, lecz doprowadza do szleństwa instynkty i gubi się w ich rozpętywaniu. To duszę trzeba zbawić, a zbawienie jej zbawi ciało w całości odnowionego człowieczeństwa.

Z tego wynika, że chrześcijanin nie mógłby - nie popadając w sprzeczności - widzieć swojego zbawienia w śmierci cielesnej, jest ona bowiem tylko ostatecznym przypieczętowaniem upadku duszy i ruiną takiego człowieka, jakim Bóg chciał go mieć. Chrześcijanin nie pokłada nadziei, jak poganin, w nieśmiertelności duszy. Wierzy, że Bóg stworzył ludzką duszę nieśmiertelną w tym sensie, że nie może się ona obrócić w prostą nicość. Wierzy także, że istnieje śmierć duchowa ... i że śmierć jego ciała jest jedynie jej oddźwiękiem.



[s. 230]

Stan przejściowy do zmartwychwstania

Nie można inaczej zmartwychwstać, w pełnym tego słowa znaczeniu, jeśli nie zmartwychwstaną wszyscy razem. Zmartwychwstanie bowiem to wejście do życia pełnego, życia w jedności z Głową, w której uczestniczą wszystkie jej członki. Jak długo to się nie stanie, dusza znajduje się w stanie anormalnym, który może być tylko stanem przejściowym. Byłby to gwałt zadawany duszy, gdyby nie doskonała wiedza i doskonała pewność, jaką dusza obecnie posiada co do Boskich zamiarów i co do ich niezawodnej realizacji. Czyż nie uczestniczy ona już w tej wieczności, dla której dni upływające teraz przed zmartwychwstaniem są tylko niedostrzegalną chwilą?



[s. 237]

Istnienie Kościoła dowodem zmartwychwstania Chrystusa

Pusty grób, Zmartwychwstanie Ukrzyżowanego - oto fundament Kościoła, Kościół bowiem przez samo swoje istnienie jest głównym i wiecznym tego świadectwem.



[s. 238]

Zmartwychwstanie a Krzyż i Wniebowstąpienie

Wniebowstąpienie doprowadzi jedynie do doskonałości wejście Króla do Jego Królestwa, uwalniając Jezusa od ostatnich kontaktów z potępionym światem; lecz wszystkie więzy są już zerwane. Nie doda ono już nic do tego, co istotne w Jego chwale, tak jak zstąpienie do piekieł nic nie dodało do Jego Krzyża. Krzyż wypełnia całą sprawiedliwość, niweczy panowanie szatana nad ludzkością, dokonuje pojednania ludzkości z Bogiem. Lecz w Zmartwychwstaniu to pojednanie zostaje dokonane i dopełnione w swoich skutkach, choć jeszcze nie całkowicie: ludzkość staje się uczestniczką Boskiej natury i w pełni zostaje oświecona, ożywiona przez to uczestnictwo.



[s. 246]

O radości chrześcijańskiej

Jakimże bezsensem jest spoglądanie na autentyczne chrześcijaństwo jako na religię surową i smutną lub wyobrażanie sobie życia szczególnie pobożnego jako życia pogrążonego w żałobie! Że życie chrześcijańskie jest surowe, to rzecz pewna: wymaga ono okresów pokuty, a zawsze wyrzeczenia. Lecz jego surowość jest oczyszczeniem prowadzącym do rozkwitu nieskażonej radości. Jego wyrzeczenia są tylko uwalnianiem się; uczy nas ono wyrzeczenia po to, aby nam dać prawdziwe posiadanie; ponadto, nie otwiera nam ono skarbu ludzkiego, lecz bogactwa Boskie, które odnawiają i przeobrażają wszystkie prawdziwe bogactwa stworzone, rozświetlone obecnością nie stworzoną.



[s. 290]

Ofiara Chrystusa wzorem i siłą

Ofiara z samego siebie, jakiej Chrystus dokonał na krzyżu i odnawia we mszy, nie zwalnia nas bynajmniej z ofiarowania samych siebie, lecz ma nas właśnie do tego uzdolnić.



[s. 291]

Nasze ofiarowanie się w czasie Mszy

W bardzo wielu książkach i komentarzach o mszy św. nakreślono całkowicie zmyśloną teorię ofiarowania. Czytając te wywody, można by sądzić, że ofiara mszy św. polega tylko lub przede wszystkim na przedstawieniu Chrystusowi naszych 'ofiar', a więc wszystkich cierpień znoszonych cierpliwie, wszystkich wysiłków, wspaniałomyślnie podejmowanych itd... Jest to nadużycie znaczenia słowa 'ofiara' i pomieszanie retorycznego stosowania tego słowa w pobożności XVIII i XIX wieku z jego tradycyjnym i teologicznym zastosowaniem. Prawda jest inna: nie chodzi o ofiarowanie Chrystusowi tego, co obrazowo nazywamy naszymi 'ofiarami', lecz o złożenie Bogu Jego ofiary, ofiary Urzyżowanego, która jedna jedynie zdolna jest nas zbawić i pojednać z Bogiem i która jedynie może nadać jakąś wartość temu, czego sami potem dokonamy. Tamta interpretacja wartości prowadziłaby w sposób logiczny do czystego pelagianizmu.



[s. 292]

Zasada wszelkiej ascezy i mistyki chrześcijańskiej

Tak pracujemy nad przynależeniem do Boga przez naszą wolną wolę, jak należymy do Niego przez naszą naturę.



[s. 333]

Kościół - Chrystus - Eucharystia

Jeśli chcecie zrozumieć, co to jest Ciało Chrystusa, posłuchajcie Apostoła mówiącego wiernym: Jesteście Ciałem Chrystusa i Jego członkami. Jeśli więc jesteście Ciałem i członkami Chrystusa, to misterium was samych spoczywa na stole Pańskim, to przyjmujecie misterium was samych.

św. Augustyn, Kazanie 272, PL 38, 1246



[s. 336 p. 44]

Eucharystia a Kościół

[J. Danielou, Le Signe du Temple (Znak świątyni), Paris 1942, s. 28nn:]

O. Danielou przypomina tę tak tradycyjną doktrynę o obecności Ciała Chrystusowego w Eucharystii, stanowiącej więź między Jego Ciałem fizycznym i Jego Ciałem mistycznym.


Copyright © by Usługi dla Ludzkości (xwa & mb).
Last UpDate: 12.01.2011 [ver.3.1 rb©]
Generation time: 0.38476sek.


Warning: Unknown: open(/var/lib/php5/sess_49468459df64b20c36d8c9178abb5fc0, O_RDWR) failed: No space left on device (28) in Unknown on line 0

Warning: Unknown: Failed to write session data (files). Please verify that the current setting of session.save_path is correct (/var/lib/php5) in Unknown on line 0