takie sobie logo serwisu
Nova et vetera...

WYPISY HISTORYCZNE
Niewolnictwo
Edukacja
Łacina i greka
w świecie rzymskim
Szkoła podstawowa
w świecie rzymskim
Szkolnictwo
w Starym Testamencie
Wychowanie młodzieży
w czasach Chrystusa
WYPISY
EGZEGETYCZNE
Historia egzegezy
Komentarze


Henri-Irénée Marrou

Historia wychowania w starożytności


przekład polski: Stanisław Łoś
Warszawa 1969





[Obecna wersja nie zawiera przypisów - pojawią się one w najbliższym czasie.]

[373]

Rozdzial IV

SZKOŁY RZYMSKIE

1. NAUCZANIE PODSTAWOWE

Można powiedzieć, że trzy następne rozdziały niniejszej książki są zbyteczne. Szkoły rzymskie bowiem, pod względem składu osobowego, programu i metod nie są niczym innym, jak naśladowaniem szkół hellenistycznych. Dostosowanie się do łacińskiego środowiska nie wymagało daleko idących zmian sposobu nauczania. Czytelnika zadziwi z pewnością niewolniczy charakter tego dostosowania się, jest to raczej przeniesienie na nowy teren niż naśladowanie.

W miarę upływu czasu wychowanie łacińskie zmierza coraz bardziej do zupełnego utożsamienia się z współczesnym sobie wychowaniem greckim. Istotnie, w miarę jak mijają pokolenia, zanikają przeżytki archaicznej tradycji, kiedy Rzym obstawał przy swej samodzielności w stosunku do Grecji. Kultura rzymska przywiązuje coraz większą wagę do czynnika książkowego. Skutkiem tego wychowanie zacieśnia się coraz bardziej do nauczania w szkole, a szkoła - powtarzam raz jeszcze - żyje od początku swego istnienia pod greckim natchnieniem.

Celem i pożytkiem tych rozdziałów będzie sprawdzenie słuszności tego twierdzenia, w szczegółach choćby drobnych. Tak postępując będziemy mogli sprostować wiele osądów historyków, którzy wyprzedzili nas w badaniu rzymskiego wychowania. Nie mając dobrych wiadomości o wychowaniu hellenistycznym poprzestawali zwykle na porównaniach wychowania rzymskiego z "dawnym" wychowaniem greckim, to jest tym z IV i V wieku przed Chr. Poczytywali tedy za przejaw łacińskiej samodzielności to, co u Rzymian było tylko przebłyskiem "nowinek", tj. odzwierciedleniem lub ścisłą równoległością z współczesnym wychowaniem greckim.

W Rzymie zatem - podobnie jak na ziemiach greckiej mowy - mamy trzy kolejne szczeble nauczania. 1 Odpowiadają im zwykle trzy rodzaje szkół (1) prowadzonych przez trzech osobnych mistrzów - kierowników. Dziecko wchodzi do szkoły podstawowej po ukończeniu siedmiu lat.2

[374]

Opuszcza ją licząc lat jedenaście 3 lub dwanaście 4, by przejść do szkoły grammatikusa. W wieku gdy przywdziewa togę męską, czasem wcześniej, mając lat piętnaście 5, dostaje się do szkoły retora. Studia wyższe trwają zwykle do lat dwudziestu 6, ale bywa, że przedłużają się poza ten wiek.

Dla nauczyciela szkoły podstawowej łacinnicy używali czasem nazwy litterator 7, ukutej wedle greckiego pierwowzoru grammatistes, czyli "ten, co uczy liter". Chętniej jednak mówią: primus magister 8, a najczęściej mistrz szkoły - magister ludi 9; magister ludi litterarii. 10 Ta nazwa znaczy wiele: nauczanie zbiorowe w szkole stało się w Rzymie i w Grecji regułą.

WYCHOWANIE DOMOWE

Nie znaczy to, by nie było wyjątku: istnieje też i wychowanie domowe, powierza się je zwykle niewolnikowi lub wyzwoleńcowi wchodzącemu w skład domowników. Tak bywa nawet częściej niż w Grecji. W państwach hellenistycznych - przed podbojem przez Rzymian - nie widzi się wychowania domowego, chyba że na dworach królewskich. Wielkie rody senatorskie zwierzchniego narodu przyjęły po podboju greckiego Wschodu styl i ramy życia, a jeszcze wcześniej, kulturę pokonanych przez Rzym hellenistycznych monarchów. (2)

Nauczanie domowe jest zrazu, tj. w wiekach III i II przed Chr., zjawiskiem powszednim; arystokracja zaś będzie je zawsze przenosić nad inne. Widzimy z pism Kwintyliana 11 lub Pliniusza Młodszego 12, że pod koniec I i w początkach II wieku nie straciło jeszcze uroku. Wypowiedzi Paulina z Pelli 13 (ur. w r. 376) świadczą, że możne rody trzymały się wychowania domowego nawet pod koniec IV wieku. A wiemy, że Paulin jest wnukiem Auzoniusza, który w domu swym nagromadził najwyższe dostojeństwa cesarstwa i wielkie bogactwa.

[375]

WYCHOWANIE NIEWOLNIKÓW

W domach tychże wielkich rodów arystokratycznych kształcono - nie korzystając z usług szkoły publicznej - młodych niewolników przeznaczonych do służby przy panu. Łacno można sobie uprzytomnić, że wśród setek i tysięcy niewolników należących za czasów Cesarstwa do bogatych Rzymian (3) musiała być znaczna liczba dzieci. Gromadzono je celem nauki w szkole domowej, czyli w paedagogium. (4) Znamy dobrze taką szkołę przeznaczoną dla młodych niewolników cesarza. Kieruje nią "pedagog młodych służebników Cezara" mający do pomocy pedagogów niższego stopnia. 14

Wykształcenie, które przypadało im w udziale, miało - rzecz jasna na względzie potrzeby służby. Uczono dzieci i młodzieńców pięknego zachowania się, by mogli pełnić służbę tych pacholąt, którymi rzymski splendor lubił się otaczać. Lecz, przynajmniej u najzdolniejszych, rozwijano także i umysł. Każdy wielki dom posiadał sporo niewolników "oczytanych" czy "obuczonych", którzy pełnili czynności lektorów lub sekretarzy. Ich pan lubił toczyć z nimi rozmowy, jeżeli - jak Pliniusz Młodszy - był miłośnikiem literatury. 15

SZKOŁA "PODSTAWOWA"

Jeżeli pominiemy wypadki wyjątkowe, możemy powiedzieć, że dla większości dzieci szkoła jest rzeczą zwyczajną. Dziewczynki uczęszczały do niej - jak się zdaje 16 - na równi z chłopcami, choć może, o ile chodzi o dziewczynki, odpowiedniejszą dla nich byłaby nauka domowa. 17 Ale i ta ostatnia nie była wolna od niebezpieczeństw: Q. Cecyliusz Epirota np. popadł co najmniej w podejrzenie, że utrzymuje poufałe stosunki z córką swego patrona, której nauczanie mu powierzono. 18 Zresztą, jeżeli chodzi o moralność, tak szkoła, jak i ulica były niebezpieczne zarówno dla chłopców, jak dla dziewcząt. Toteż Rzymianie przejęli od Greków zwyczaj przydawania dzieciom niewolnika-opiekuna, któremu zachowali jego grecką nazwę, paedagogus. (5)

Ten, gdy był dobrany szczęśliwie, mógł wznieść się do stopnia "przepowiadacza" (korepetytora) 19; mógł się też stać prawdziwym wychowawcą i objąć moralne kształtowanie duszy dziecka. Zachował się wzruszający na-

[376]

pis nagrobny, jaki wdzięczna wychowanka poświęciła pamięci tego, co był "jej pedagogiem i wychowawcą" - paedagogo suo kaj kathegete. (Był zresztą również jej opiekunem.) Był to człowiek wolny, odźwierny w świątyni Diany, nie zaś, jak to zwykle bywało, niewolny lub wyzwolony sługa rodziny. 20

Pedagog odprowadzał swego panicza do szkoły, której "dla niepoznaki" ponoć 21 dawano nazwę: ludus litterarius. (6) Znamy lepiej jej ramy lokalowe, niż gdy chodzi o szkołę grecką. Nie był to żaden gmach okazały. Łaciński magister nie wybredza i zadowala się jakimś sklepem, pergula. 22 Osiedlał się najchętniej w sklepach wychodzących na portyki Forum. Tak było w Rzymie 23 i w Pompejach. (7) Podobnie też w Kartaginie. 24 Nauka odbywa się tedy niemal że na wolnym powietrzu. Kotara, velum 25, oddziela szkołę jako tako od hałasu i ponęt ulicy. Dzieci siadają na stołkach bez oparcia; nie potrzebują stołu, gdyż piszą na kolanie. Siedzą wokoło nauczyciela, który króluje 26 na swej katedrze, cathedra 27, osadzonej na podwyższeniu. (8) Nauczyciel miewa niekiedy pomocnika, hypodidaskalos. 28

Takie wspaniałe ustawienie wnętrza szkoły nie powinno nas w błąd wprowadzać. Nauczyciel w Rzymie, jak poprzednio w Grecji, to wciąż biedaczyna. Rzemiosło jego uchodzi za ostatnie w hierarchii rzemiosł, rem indignissimam 29; jest trudne, męczące 30 i źle opłacane. 31 (9) Słynny Edykt Dioklecjana z r. 301 ocenił pobory nauczyciela (magistra) na równi z poborami pedagoga, tj. przyznał obu pięćdziesiąt denarów miesięcznie od każdego ucznia lub wychowanka 32, a były to czasy, kiedy korzec pszenicy kosztował sto denarów. 33 Trzeba było zebrać zespół złożony z trzydziestu uczniów, by dorównać zarobkom kwalifikowanego robotnika, np. murarza lub cieśli. 34 Choć antyczna pedagogia dokonała już była znacznego postępu, nie można twierdzić, by wiele klas szkolnych zdołało osiągnąć tę trzydziestkę. Nie dziwi nas zatem, że pewien nauczyciel z Kampanii znalazł sobie dodatkowe rzemiosło i sporządzał ludziom testamenty. 35

[377]

Każda praca opłacana poniżała pracownika w ocenie arystokratycznego starożytnego społeczeństwa; nie ma tu różnicy między łacinnikami i Grekami. 36 Rzemiosło "instytutora" (słowo to było już w obiegu za czasów Dioklecjana; wspomniany wyżej jego Edykt używa wyrażenia: magister, institutor litterarum), nie przysparza blasku temu, co je uprawia.

Rzemiosło to nadaje się w sam raz dla niewolników, wyzwoleńców i w ogóle dla "małych ludzi". Tacyt, mówiąc o kimś, co od niego zaczął 37, a później wspiął się na wyżyny, powiada: obscura initia. Dodać do tego należy, że moralność nauczycieli 38 bywa zazwyczaj podejrzana. Pewien nauczyciel w swej pochwale nagrobnej (elogium) chlubi się, że w "stosunkach z uczniami bywał zawsze nienaganny" - summa castitate in discipulos suos. 39

Nie odnaleźliśmy szkolnego kalendarza podobnego do odnalezionego w Kos 40, nie możemy więc dokładnie określić roku zajęć szkolnych rzymskiego ucznia. Kalendarz rzymski wykazywał w późniejszej epoce wielką ilość dni świątecznych, ale nie wiemy, w które z nich szkoły się zamykało. (10) Natomiast wiemy na pewno, że przestrzegano letnich wakacji; trwały one od końca lipca do połowy października. 41 Marcjalis poucza, że podczas upałów zachowanie zdrowia obstoi u dzieci za naukę:

Aestate pueri si valent, satis discunt.42

Dzień małego ucznia zaczyna się równie wcześnie jak w Grecji, tj. skoro świt 43, a w zimie przy świetle kopcącej lampki. 44 Mogę w tej sprawie dać czytelnikowi żywe świadectwo. Podręczniki rozmówek grecko-łacińskich, na które się już powoływałem, owe Hermeneumata Pseudodositheana, wprowadzają młodego ucznia rzymskiego i każą mu opowiadać przebieg dnia. Rzecz dzieje się, jak wiemy, w latach 200-210 po Chr.:

"Budzę się skoro świt 45, przywołuję niewolnika, każę mu otworzyć okno i on je otwiera zaraz. Zaczynam wstawać, siadam na brzegu łóżka, każę sobie podać owijacze i obuwie, bo jest zimno. [Gdyby było cieplej, dziecko wsadziłoby sandały na bosą nogę nie żądając najpierw hypodesmata.] Gdy już włożyłem obuwie, biorę ręcznik. Podali mi ręcznik pięknie wyprany.

[378]

Przynoszą mi w garnku wodę do mycia. Oblewam nią sobie ręce i twarz, wlewam ją też do ust, myję nią zęby i dziąsła, wypluwam wodę, wycieram nos i osuszam się, jak przystoi dziecku dobrze wychowanemu. 46 Zdejmuję nocną koszulę, wkładam spodnią [przylegającą do ciała tunikę], owijam się pasem. Skrapiam głowę wonnościami i czeszę się grzebieniem. Owijam szyję ciepłą chustą (11), a na wierzch wkładam ciepłą opończę. Wychodzę ze swego pokoju, a za mną mój pedagog i moja niania. Idę ucałować ojczulka i mamusię. Pozdrawiam ich oboje i ściskam. 47

Rozglądam się za moim piórnikiem i zeszytem i oddaję je służącemu. Tak więc ukończyłem przygotowania i ruszam w drogę, a za mną mój pedagog. Wchodzimy przez portyk wiodący do szkoły."

Nie wspomina się tu o śniadaniu. Dziecku wystarcza zapewne jentacu1um, mały kawałek ciasta lub pasztetu nabyty po drodze w sklepie jakiegoś piekarza. 48

"Koledzy wybiegają na moje spotkanie; pozdrawiam ich, a oni oddają mi pozdrowienie. Zbliżam się do schodów; wstępuję na nie powoli, jak przystało. W przedsionku składam mój płaszcz [opończę]. Przyczesuję się grzebieniem. 49 Wchodząc mówię: "Bądź pozdrowiony, mistrzu." On mnie ściska i wzajemnie pozdrawia. Służebnik podaje mi tabliczki, piórnik i liniał.

"Witajcie, koledzy! Zwolnijcie mi miejsce [moją ławkę, mój stolik]. Ścieśnij się trochę! Chodźcie tutaj! To moje miejsce! Zająłem je wcześniej niż ty." Zasiadam i poczynam pracować." 50

Zasadniczo ranek jest przeznaczony dla nauki szkolnej. 51 W tym jednak wypadku szkoła zajmuje i część popołudnia:

"Nauczyłem się już lekcji. Proszę mistrza, by mi pozwolił pójść do domu na śniadanie. On pozwala mi odejść. Ja mówię mu: "Miej się dobrze" - on mnie też pozdrawia. 52 Powracam do domu i przebieram się. Jem biały chleb, oliwki i ser, a także suche figi i orzechy; popijam to świeżą wodą. Po śniadaniu wracam do szkoły. Zastaję mistrza czytającego. On powiada nam: "Bierzmy się do pracy."" 53

Nie ma już godzin przeznaczonych do ćwiczeń cielesnych, tak jak to było w epoce hellenistycznej. Nie widać, by dziecko uczęszczało do gymnasjonu, chodzi natomiast do łaźni, bo dzień kończy się kąpielą:

"Trzeba iść do kąpieli! - Tak, to już pora. Idę więc. Każę wziąć z sobą

[379]

prześcieradła i idę za moim służącym. Biegnę na spotkanie tych, co też idą do kąpieli, i mówię wszystkim razem i każdemu z osobna: "Jak tam z wami? Dobrej kąpieli. Dobrej wieczerzy!"" 54

NAUCZANIE NA STOPNIU PODSTAWOWYM

Program szkoty podstawowej nie rości sobie zamiarów dalekosiężnych. Uczą w niej czytania i pisania, i niczego więcej. Wszystko to, co przerasta tę naukę, jest już sprawą nauczania średniego. 55 Rzecz jasna, że zaczyna się od alfabetu i od nazw poszczególnych głosek. Poznawanie, jak wyglądają, to już sprawa późniejsza. Wymienia się litery kolejno, od A do X. 56 (Litery Y i Z znane są tylko językowi greckiemu, uważa się je więc za obce.) Następnie czyta się na odwrót, od X do A; później po dwie naraz: AX, BV, CT, DS, ER 57, później w porządku nieregularnym, w rozmaitych układach. 58 Od głosek przechodzi się do zgłosek i uczy się wszystkich możliwych ich układów 59; w końcu do poszczególnych nazw (słów). Kroczy się naprzód stopniowo przechodząc przez każdy stopień bardzo powoli. "Narzecze" szkolne dzieli małych uczniów na kolejne kategorie: "abecedarii", "syllabarii", "nominarii". 60 Następnie, zanim się przystąpi do odczytywania tekstów ciągłych, dzieci ćwiczą się na krótkich zdaniach, na sentencjach moralnych złożonych z jednego lub dwu wierszy. 61 Podobnie mali Greczynkowie egipscy przepisywali jednowierszowe sentencje pochodzące rzekomo od Menandra. Uczniowie rzymscy zaś pocili się nad dwuwierszami (Dionizjusza) Katona:

Plus vigila semper neu somno deditus esto:
Nam diuturna quies vitiis alimenta ministrat.
62

Dobrze jest czuwać, długi sen ludzi ogłupia,
Długie próżnowanie tuczy wady.

Tak mówi stary przekład francuski. Teksty te bowiem (pseudokatonowskie), które pojawiły się w początkach III wieku, nie wyszły nigdy z użycia w ostatnich okresach starożytności i przez całe wieki średnie. Służyły za podwaliny łacińskiemu nauczaniu, przepisywano je nieustannie, tłu-

[380]

maczono na wszystkie języki zachodnioeuropejskie: romańskie, germańskie i słowiańskie. (12)

Jak widać, kroczy się tu w najdrobniejszych nawet szczegółach za wzorem szkół greckich: ta sama oparta na analizie pedagogia, ta sama roztropna powolność. Kwintylian powtarza nieustannie: "Nie gonić za skróceniem czasu nauki, nie śpieszyć się, nie przeskakiwać szczebli." 63 Ten sam brak względu dla dziecięcej psychologii. W pierwszych czytankach dobiera się rozmyślnie, podobnie jak w Grecji, słowa najrzadziej spotykane, glossaj 64, oraz zestawy możliwie trudne do wypowiedzenia, chalinoj 65

Nauka pisania odbywa się równolegle do nauki czytania. Dziecko pisze literki 66 na tabliczce albo też słowo, lub tekst, jaki ma przeczytać. 67 W początkach tej nauki stosuje się kolejno dwa sposoby: jeden z nich sięga samych początków szkoły greckiej; polega on na tym, że nauczyciel kieruje ręką dziecka, by nauczyło się duktu (ductus), którego winno się trzymać. Drugi sposób jest nowocześniejszy i może bardziej odpowiada szkole łacińskiej. Litery drąży się na tabliczce, a dziecko wykreśla je rylcem 68 poprzez wosk pokrywający tabliczkę. Dziecko - podobnie jak w szkołach egipskich - wprawia się w pisanie używając kolejno rylca i inkaustu. I znów powołamy się na Hermeneumata:

"Przepisuję wzór. Gdy już napisałem, pokazuję mistrzowi to, com napisał. On mnie poprawia, pisząc to samo kaligraficznie. 69 Ja nie potrafię przepisać; przepisz ty za mnie; umiesz to tak pięknie. Wymazuję; wosk jest twardy, a powinien być miękki." 70

"Wyraźnie wypisz linie zaokrąglone i linie swobodne. Dolej nieco wody do twego atramentu. Widzisz, że teraz jest dobrze! Pokaż swe pióro i nożyk [do ostrzenia trzcinki do pisania] 71 Pokaż, jak napisałeś, no! nie najgorzej! Albo też: "Zasłużyłeś na baty. Niech tam, wybaczam ci... "" 72

Z czytaniem i pisaniem wiąże się ściśle "recytacja". - Dziecko uczy się na pamięć małych tekstów, nad którymi pracowało po to, by się wprawić, a także, by wzbogacić pamięć. 73

W końcu pojawią się rachunki. Jak w krajach greckich, polegają one

[381]

w zasadzie na wyuczeniu się słownictwa liczenia. Do pomocy służą małe kamyczki, calculi, a przede wszystkim symboliczna mimika palców. 74 Pamiętamy, że właśnie z epoki rzymskiej pochodzą nasze najpewniejsze wiadomości o stosowaniu sposobu liczenia na palcach. Przeżyje on tak wiele stuleci. Najwięcej wysiłku wymagało wyuczenie się zawiłych nazw ułamków, opartych o liczbę dwanaście (tuzin). Liczbę jeden dzielono na części dwunaste i na tym opierał się w starożytności cały system miar. Horacy zabawiał się układając o tym wierszyki:

"Mali Rzymianie uczą się stu sposobów dzielenia jedności. Wymagało to długich obliczeń: "Powiedz, synu Albina! Jeżeli od 5/12 odejmiemy 1/12, co nam pozostanie? No! I na co czekasz, zanim odpowiesz?" - "1/3" "Dobrze! Potrafisz obronić swe grosze. - A jeżeli do 5/12 dodamy 1/12, to co otrzymamy?" - "1/2."" 75

Przekład na język francuski wywołuje mylne wyobrażenie, że mamy tu do czynienia z obliczaniem ułamków. Łacinnik nie mówił: 5/12, 1/12, 1/3, 1/2, lecz quincunx, uncia, triens, semis. Są to nie tyle liczby, ile małe namacalne przedmioty.

Jednakowoż za czasów cesarskich tak w Rzymie, jak i w dzielnicach greckiego języka szkoły poczęły wprowadzać "nowożytne" nauczanie rachunku; nauczanie posługujące się nazwami oznaczającymi liczbę oderwaną od przedmiotu.* Św. Augustyn wspominając swe lata dziecięce przytacza "znienawidzoną piosenkę": jeden i jeden jest dwa; dwa i dwa jest cztery 76... Nie był to poziom bardzo wysoki. Pogłębiona technika rachunku przechodzi zasięg "magistra ludi". Uczy jej specjalista, czyli calculator. Lecz, niestety, niewiele o tym wiemy. Teksty, które mówią o nim nie jako o "magistrze ludi'', wymieniają go w jednym rzędzie ze specjalistami, jak stenograf lub kaligraf. Był to więc zapewne nauczyciel jakiegoś "procederu", obsługujący pewien rodzaj uczniów. Nie był zatem pomocnikiem "litteratora", który by dzielił z tym ostatnim odpowiedzialność za ogólne wykształcenie wszystkich dzieci. (13)

SUROWOŚĆ I LUDZKOŚĆ

Sposoby udzielania nauki, stosowane przez pedagogię rzymską, są równie greckiego pochodzenia, jak programy. Dziecko uczy się biernie; najwyżej ceni się u niego pamięć i zmysł naśladownictwa. 77 Z pomocą przychodzi tu współzawodnictwo, którego dobre strony - tak twierdzi Kwin-

[382]

tylian - równoważą niebezpieczeństwa złączone z wychowaniem kolektywnym. 78 Skuteczniejszą jednak pomoc upatruje się w stosowaniu przymusu, nagany i kar. Montaigne taki daje obraz szkoły: "wrzaski katowanych dzieci i nauczycieli pijanych z wściekłości". Obraz ten maluje wiernie szkołę rzymską, tak jak wiernie malował szkołę grecką. 79 Wszyscy starożytni łączą wspomnienia szkoły z wspomnieniem batów. 80 W wytwornej łacinie wyrażenie: "nastawienie ręki pod linię" - manum ferulae subducere oznacza to samo, co "chodzić do szkoły". 81 Ferula 82 to tylko zwykła broń, do której nauczyciel się odwołuje, by utrzymać swą powagę. W ważniejszych wypadkach stosuje bardziej wyszukane katusze, urządzając przy tym coś w rodzaju widowiska. Winowajcę wkłada się na plecy któremuś z kolegów (nazwa tej usługi, catomidiare 83, pochodzi z greckiego katomidzejn) i w. tym położeniu dostaje chłostę z rąk mistrza. 84 (14)

Ale wrażliwość starożytnych poczęła stawiać opór: Auzoniusz, człowiek spokojny i łagodny, upomina wnuka, by poddawał się bez trwogi przygodom mało ponętnym, o których z góry go uprzedza. 85 Temu przeciwstawia się drgająca oburzeniem dusza św. Augustyna, który nigdy nie zdobył się na zapomnienie katuszy, przez jakie w swych latach szkolnych przeszedł. 86 Stary - liczący już siedemdziesiąt dwa lata - biskup woła: "I któż by nie odskoczył ze zgrozą i nie wybrałby raczej śmierci, gdyby mu kazano wybrać śmierć lub powrót do lat dziecinnych." 87

Pod koniec I wieku naszej ery teoretycy wychowania powątpiewają o uzasadnieniu i skuteczności tych brutalnych metod. 88 Spodziewają się lepszych wyników raczej po współzawodnictwie i nagrodach, starają się wpoić zamiłowanie do nauki. 89 Takie rozważania wywarły z pewnością wpływ na szkolną praktykę. W szczególności gdy chodzi o najmłodsze dzieci, stosuje się drobne podstępy. Daje im się jako zabawki litery z kości słoniowej lub z bukszpanu 90, a dla uświetnienia ich pierwszych osiągnięć daje im się małe ciasteczka 91, zwłaszcza ciasteczka w kształcie liter, tych właśnie, których dziecko ma się wyuczyć. (15)

[383]

Zasadniczo kierunek rozwoju wiódł ku złagodzeniu dyscypliny, ku coraz większej wyrozumiałości, ku temu "wychowaniu zniewieściałemu", przeciwko któremu podnoszą głos surowi moraliści, obrońcy starej tradycji. 92 Nunc pueri in scholis ludunt - "Teraz dzieci w szkole bawią się!" - wykrzykuje satyryk Petroniusz, współcześnik Nerona. 93 (16)

Nie wygląda na to, by było to jakimś szczególnym, rzymskim zjawiskiem. Można było raczej oczekiwać, że gravitas rzymska kłaść będzie większy nacisk niż Grecy na konieczność utrzymania niezbędnej surowości. W rzeczywistości jednak, jeżeli szkoła rzymska wprowadza jakieś własne zmiany, odmienne od hellenistycznego pierwowzoru, będą to zjawiska "nowożytne", a nie coś "zachodnioeuropejskiego". Współczesny ich odpowiednik znajdziemy - wyjąwszy wypadki, gdy zawodzą świadectwa dokumentów - w szkołach na Wschodzie. Pedagogia za czasów rzymskich przechodziła przez przemiany powolne i jednolite. Zasadnicze znamiona systemu pozostawały takie same. Szkoła, o której nam mówią pod koniec IV wieku Auzoniusz, św. Hieronim czy św. Augustyn, pozostaje jeśli pominiemy drobne odcienie - tym, czym była za Kwintyliana, a nawet za Horacego. A cokolwiek by na to mogli powiedzieć wsteczni moraliści, zmiany te oznaczały często postęp.

Postęp ów uwydatniał się nie tylko w coraz większej ludzkości sposobów przestrzegania dyscypliny, lecz także we wzbogacaniu się pedagogii. Wykorzystuje się umiejętniej możliwości tkwiące w nauczaniu zespołowym. 94 Liczba uczniów w poszczególnych klasach wzrastała. (Są wprawdzie i wyjątki.) 95 Dzieli się ich zatem na poszczególne oddziały, zważając przy tym na uzdolnienia uczniów. 96 Nieznany autor Hermeneumata Pseudodositheana rozwodzi się nad tym, że "uwzględnia się starannie - tak gdy chodzi o jednostki, jak gdy chodzi o zespoły - uzdolnienia, postępy, różnice wieku, usposobienia i pilności każdego wychowanka". 97 Pokazuje nam szkołę, gdzie wprowadzono coś w rodzaju "nauczania wzajemnego". Starsi pełnią służbę korepetytora i pokazują malcom litery i sylaby. 98 Pojawia się "tablica", której szkoła grecka nie znała. Uczniów ustawia się wokoło tablicy - pinaks, czyli titulus. 99




Copyright © by Usługi dla Ludzkości (xwa & mb).
Last UpDate: 12.01.2011 [ver.3.1 rb©]
Generation time: 0.21925sek.


Warning: Unknown: open(/var/lib/php5/sess_994750c8c491b30fed8e17922035ad13, O_RDWR) failed: No space left on device (28) in Unknown on line 0

Warning: Unknown: Failed to write session data (files). Please verify that the current setting of session.save_path is correct (/var/lib/php5) in Unknown on line 0