takie sobie logo serwisu
Nova et vetera...

WYPISY HISTORYCZNE
Niewolnictwo
Niewolnictwo
w świecie rzymskim
Niewolnicy
i wyzwoleńcy
w Rzymie
Niewolnictwo
w Rzymie
w początkach cesarstwa
Niewolnictwo
a rzymska humanitas
Niewolnictwo
w Starym Testamencie
Niewolnictwo
w czasach Chrystusa
Edukacja
WYPISY
EGZEGETYCZNE
Historia egzegezy
Komentarze
Niewolnictwo w świecie rzymskim

Guhl i Koner

Hellada i Roma.
Życie Greków i Rzymian

Z szóstego wydania niemieckiego,
całkowicie na nowo opracowanego przez Ryszarda Engelmanna
przetłómaczył
Stanisław Mieczyński

Tom II
Roma

Warszawa
Nakład Gebethnera i Wolffa
1896

Дозволено Цензурою
Варшава, 20 Сентября 1895 года.






[283]

N i e w o l n i c y

Ażeby mieć dokładniejsze wyobrażenie o społeczeństwie rzymskiem, musimy pomówić o niewolnikach, którzy stanowili ważną jego cząstkę. Ilość niewolników była w ogóle większą niż w Grecyi; u Rzymian bowiem wszystkie niemal czynności spełniali niewolnicy. Każdy więc dom znakomitszy oprócz niewolników, używanych w gospodarstwie polowem, podwórzowem i w ogrodnictwie, posiada całkowity personel robotników przy budowlach (architecti, fabri, tectores, pictores), krawców, fryzyerów i ubieraczów (vestiarii, paenularii, cosmetae, tonsores); inni przygotowywali potrawy (pistores, coqui, dulciarii, fartores, placentarii); inni usługiwali w salach biesiadnych (triclinarii) z triclinarchą na czele; do nich też należeli structores (nakrywający do stołu) i scissores (krajczowie), wreszcie muzykanci, tłumy mimów i kuglarzów. Niewolnicy zajmowali się także naukami. Lekarzami i chirurgami bywali po większej części niewolnicy i wyzwoleńcy; pod bokiem pana niewolnicy odgrywali ważną rolę w charakterze lektorów i pisarzów czyli sekretarzów.

Ludność niewolniczą uzupełniały w Rzymie starożytnym najprzód dzieci zrodzone w domu (vernae) z rodziców niewolników; dalej jeńcy wojenni, którym przy sprzedaży wkładano wieniec, skąd wyrażenie: sub corona venire (jeńca sprzedać); na ostatek porządnie uregulowany dowóz z krajów, gdzie niewolnictwo istniało. Handlarze niewolników (mangones, venalicii), za swe rzemiosło pogardzani, znajdowali się dla swych celów zawsze przy armii rzymskiej lub wielkiemi masami zakupywali jeńców na głównych rynkach niewolniczych. Niewolników, mających często stopy oznaczane białą farbą (gypsati pedes), ustawiano na osobnych rusztowaniach drewnianych (catasta); tu badali ich nabywcy. Zawieszona na szyi jeńca tabliczka (titulus) podawała pod grozą uwięzienia sprzedawcy szczegóły o ojczyźnie towaru, o jego wieku, tudzież o wadach i zaletach fizycznych i umysłowych. Jeżeli handlarz nie dawał żadnej gwarancyi, nakrywał głowę niewolnika kapeluszem. Jednakże niewolników

[284]

zalecających się wyższem ukształceniem i zdatnością lub pięknością ciała, nie wystawiano publicznie na oczy tłumów i amatorów kupna, lecz w oddzielnych lokalach pokazywano tym jeno, co odpowiednimi rozporządzali funduszami.

Wszyscy niewolnicy, należący do jednego pana, stanowili razem familia. W czasach pierwotnych miewał Rzymianin na swe rozkazy kilku zvledwie niewolników. Mieszkając bowiem w mieście i posiadając chłopski płacheć ziemi na własne potrzeby, zwykle zarządzał osobiście swym mająteczkiem; do obsługi więc drobnego gospodarstwa wystarczała najzupełniej szczupła garstka robotnika. Później zaś, kiedy przepyszne mieszkania miejskie oraz latyfundya wyposażone wszelkiego rodzaju budowlami mieszkalnemi i gospodarskiemi wymagały rąk mnóstwa, ilość niewolników wzrastała do rozmiarów niesłychanych. Każda posługa, każde rzemiosło wymagało odrębnego niewolnika. W oczach Rzymianina uchodziło naonczas za rzecz niestosowną i z dobrym tonem wykwintnego towarzystwa niezgodną, iżby jednemu słudze powierzać równocześnie kilka zajęć. Tłum cały niewolników rozpadał się na familia urbana (n. miejscy) i familia rustica (n. wiejscy) zależnie od tego, czy doglądali interesów pana na gruncie miejskim, czy też pracowali w willach i gospodarstwach wiejskich. Do drugiego szeregu wchodzą rolnicy, pasterze, warzywnicy, owocarze, ogrodnicy z uzdolnieniem artystycznem, pasiecznicy, dozorcy sadzawek rybnych, ptaszarni i zwierzyńców z rozlicznymi ich mieszkańcami. Nie dziwota więc, że w tak rozległych gospodarstwach wiejskich okazywał się często niezbędnym personel z kilku tysięcy niewolników.

Obok tej ciżby niewolników, zawarunkowanej wielostronnością wiejskich robót gospodarczych, istniał orszak innych, którzy w mieszkaniach miejskich mieli pieczę nad gospodarstwem domowem i spełniali wszelkie usługi względem pana i jego rodziny. Najniższą klasę niewolników domowych, zwanych vulgares, stanowili oddźwierni (ostiarius, janitor), którzy ze swej budki (cella ostiaria) czuwali nad wejściem, oraz cubicularii, t. j. dozorcy pokojów mieszkalnych i sypialnych; obowiązkiem ich było także meldować gości. Urząd ten spełniał często osobny niewolnik (nomenclator), zwłaszcza w domach wielkich panów; w ich bowiem westybulu tłoczyło sil codziennie w godzinach rannych mnóstwo ludzi, już to klientów, którzy swemu opiekunowi (patronus) składali wczesną wizytę (salutatio), przychodząc z powitalnem Ave, już to innych osób, które nawiedziły możnowładcę. Jeżeli pan starał się o jakąś godność i musiał z tego powodu zjednywać sobie wyborców, nomenclator towarzyszył mu na przechadzkach, aby szybko podszeptywać nazwisko i stosunki obywateli spotykanych na ulicach.

[Początek dygresji o środkach lokomocji w starożytnym Rzymie.]

Zresztą zawsze niewolnik w charakterze lokaja (pedisequus) asystował swemu panu przy wyjściu z domu. Oddzielną klasę niewolników tworzyli lektykarze (lecticarii). Oto pociąg ku wygodom, wzmagający się

[285]

coraz bardziej pod koniec rzeczypospolitej, wywołał zwyczaj, że nawet mężczyźni kazali się nosić podczas podróży; w obrębie zaś Rzymu było to dozwolonem jedynie senatorom i niewiastom stanu senatorskiego. Używano w tym celu nosideł (lectica) t. j. stalugi z naciągniętymi gurtami, na których układano materace i poduszki. Lektyka kobiet zacnych miewała baldakin (arcus) i firanki (vela, plagae, plagulae), które w razie potrzeby podnoszono lub opuszczano. Taka lektyka kryta (lecticca operta) była zupełnie podobną do palankinu wschodniego; w Rzymie upowszechniła się wespół z innymi zwyczajami oryentalnymi po zwycięstwie nad Antyochem. Za pomocy drążków, przymocowanych do obu podłużnych boków lektyki, dźwigali ją na karkach silni niewolnicy ubrani w czerwoną liberyę z bogatymi galonami. Mniejszej liczby tragarzów wymagało krzesło nośne (sella gestatoria lub portatoria)wprowadzone przez Klaudyusza, a używane głównie przez cesarzów i byłych konsulów. Niekryte - miało podobieństwo do krzeseł, jakiemi poslugują się dzisiaj turyści górscy, kryte zaś i firankami zamknięte przypominało poniekąd nasze portechaise czasów dawniejszych. Kto nie posiadał własnych lektyk, mógł je sobie wynająć; stacye nosideł (castrae lecticariorum) do najęcia istniały w kilku punktach Rzymu, jak n. p. w czternastym okręgu za Tybrem.

Obok lektyk posługiwano się, mianowicie też w podróżach, pojazdami. Korzystanie z nich w Rzymie, a prawdopodobnie także w municypiach i koloniach, podlegało ograniczeniom prawnym. Za czasów rzeczypospolitej wolno było jeździć powozami w obrębie miasta tylko niewiastom przyzwoitym, ale przywilej ten odjęto im w epoce cesarstwa. Oprócz nich mogli używać pojazdu jeno kapłani flamines, rex sacrorum (król ofiarniczy) podczas pewnych procesyi świątecznych, westalki, tryumfator w chwili wkraczania do Rzymu oraz urzędnicy w pochodzie poprzedzającym igrzyska cyrceńskie. Dla nietamowania ruchu było w Rzymie zakazane prawem (lex Julia municipalis z r. 45 przed Chr.) nawet przewożenie ciężarów i żywności w ciągu dziesięciu godzin od wschodu do zachodu słońca; wyjątek zrobiono jeno dla wozów, transportujących materyały przeznaczone do wielkich budowli. Ruch kołowy w granicach miast ożywił się bardziej dopiero z początkiem trzeciego stulecia po Chr., chociaż i wtedy jeszcze dozwolonem było jeździć powozami tylko najwyższym urzędnikom cesarskim. O kształtach wozów osobowych i ciężarowych pouczają nas wprawdzie wizerunki p1astyczne, ale niezawsze możemy zastosować do nich nazwy przekazane przez autorów staro-

[286]

żytnych. Na pomniku w Igel widzimy dwukolny powozik z dwiema osobami, ciągniony przez dwa muły; jest to może cisium lub essedum. Na monetach Julii, córki Tytusa, oraz Agryppiny, córki Germanika, odbity jest pojazd również dwukolny, lecz bogato ornamentowany i zaopatrzony baldakinem; zapewne carpentum. Nazwa covinus odpowiada może pojazdowi podróżnemu o dwu kołach z oponą płócienną. O reda i carruca (karoca), tudzież o bogato nieraz ornamentowanych powozach podróżnych dla kilku osób pomniki żadnych nie dostarczają świadectw; natomiast spotykamy na nich często formy przeróżnych wozów ciężarowych do transportowania produktów wiejskich, pak z towarami, prowiantu i rynsztunku wojennego. Ogólną nazwą wozów frachtowych jest plaustrum; brak nam jednak wszelkich danych do wykazania, czem się różnią od siebie wozy znane pod imieniem: sarracum, carrus i arcera. Jak my dzisiaj ze względu na przedmioty przewożone i budowę wozów ciężarowych odróżniamy między nimi taczki, bryki furmańskie, wozy rolnicze, wozy do transportowania mebli i t.d., podobnież i Rzymianie mieli dla nich nazwy odpowiednie. Więc na wozie chłopskim o czterech kołach ze szprychami wiozą z tłoczni do winiarni bukłak napełniony winem; mozaika znaleziona w Orbe w Szwajcaryi, uzmysławia ładowny wóz czterokolny z obsznurowanym pokryciem od deszczu, nawet z hamulcem, ciągniony przez dwa woły. Na łuku tryumfalnym Sewera i kolumnie Antonina widzimy wreszcie zasobny wybór wozów pociągowych; jedne o czterech, drugie o dwu kołach ze szprychami, inne jeszcze na kołach drewnianych, niezgrabnych, masywnych, naładowane orężem tudzież prowiantem w miechach i beczkach. Przechowały się także bronzowe obicia chomąt z jednem lub dwoma kółkami dla przeciągania lejców, tręzle i ładne stroje końskie, dalej okucia dyszlów w postaci głów zwierzęcych.

[Koniec dygresji o środkach lokomocji w starożytnym Rzymie.]

[287]

Wielcy panowie już podczas małych wycieczek otaczali się liczną czeredą niewolników, w podróżach zaś dalszych rozwijali zbytek niesłychany; zaznaczyć jednak wypada, iż zabieranie z sobą większego aparatu podróżnego było poniekąd usprawiedliwione brakiem zajazdów. Nie mówiąc jut o członkach rodziny cesarskiej, ależ zwyczajni bogacze zasadzali swą dumę na tem, ażeby wozy i zwierzęta juczne zaopatrzyć najokazalej; wieźli więc z sobą kosztowną zastawę stołową i wspaniałe kobierce, otaczali się forysiami, lauframi, murzynami, wierzchowcami i końmi objuczonymi wraz z olbrzymią zgrają czeladzi stajennej; towarzyszyły im nadto tłumy niewolników domowych dla posług rozlicznych przy osobie pana.

Do szeregu niewolników, znanych pod nazwą vulgares, zaliczamy jeszcze tych, co czuwali nad przygotowywaniem potraw i odzieży, co w charakterze subretek i kamerdynerów pomagali swym władcom i władczyniom przy robieniu toalety; a zajęcie to wymagało niemałej zręczności i ogromnej powolności wobec dziwacznych kaprysów pań i panów. Okrom tego znakomity Rzymianin miewał około siebie inni jeszcze służbę, której powinności wchodziły w zakres rozrywek towarzyskich. A więc niewolnicy-muzykanci (pueri symphoniaci) tworzyli kapelę domową; aktorowie mimiczni, tancerze i tancerki musieli swą sztuką uprzyjemniać gościom biesiady; gladyatorowie staczali walki prawdopodobnie bronią najczęściej tępą; żonglerowie i ekwilibryści produkcyami swymi wszelkiego rodzaju rozweselali obecnych. Panowały tedy w Rzymie zwyczaje, któreśmy poznali w opisie sympozyonu greckiego.

Przypatrzmy się chwilę przedstawieniom ekwilibrystów; pisarze starożytni podali nam o nich szczegóły interesujące. Tak n.p. Nicefor Gregoras opowiada o bandzie ekwilibrystów złożonej z osób czterdziestu; popisywała się ona swemi sztukami w Bizancyum; w chałastrze tej byli i mietelnicy (funambuli, schoenobatae). Oto jakiś mietelnik wszedł na linę sięgającą wysokości wieży; balansował na wierzhołku jednego z dwu słupów, stojąc już to na obu lub na jednej nodze, juk to na głowie; potem w na-

[288]

głym skoku rzucając się w dół, uchwycił linę i, mówiąc językiem naszej gimnastyki, wykonał na niej młynek, trzymając się bądź rękoma, bądź podkolankami; następnie strzelał z łuku do zatkniętego celu, wreszcie spacerował najobojętniej z zamkniętemi oczyma, niosąc dziecko na ramionach. Są też wzmianki o innych, podobnych sztukach mietelniczych. Zachowała się takie wiadomość prawie niewiarogodna a jednak przez kilku autorów poświadczona o wyćwiczeniu słoniów. Podług Pliniusza (Hist. Nat. VIII, 2, 3) chodziły one po linach, ale co więcej, cztery z nich niosły piątego niby położnicę w lektyce; według Swetoniusza zaś (Nero 11), co stanowi najtrudniejsze zadanie w mietelnictwie, schodziły z liny pod kierunkiem znakomitego rycerza rzymskiego. W Rzymie linoskocy wykonywali sztuki po raz pierwszy roku 364 przed Chr. na wyspie Tybru, a później w teatrze. Za czasów cesarstwa występuje kilkakrotnie podczas igrzysk zwanych ludi romani. Z powodu nieszczęśliwych wypadków Marek Aureliusz nakazał rozściełać pod liną poduszki; miejsce ich zastąpiła potem siatka. Między niewolnikami domowymi wymieniają także petaurystów, którzy w maszynie latającej (petauron) rozmaite wyprawiali sztuki; o samym jednak przyrządzie latającym bliższych danych nie posiadamy. Wspominaj również o ekwilibrystach, którzy utrzymywali w równowadze naczynia z wody postawione na wierzchołku długich maczug, tudzież o innych, którzy na głowie dźwigali długie drążki w kierunku pionowym; z wierzchołka tych drążków zwieszały się aż ku ziemi liny a chłopcy wdrapywali się po nich w górę i na dół spuszczali. Wychwalają też osobliwszą zręczność graczów w piłkę. Maniliusz w Astronomica tak mówi o nich:

Oto mistrz lotną piłkę nogą giętką w przestrzeń rzuca,
Noga zastępuje rękę, noga piłkę w ruch wypuszcza.
Muszkuł sprężysty ramienia piłkę za piłką miota.
Chmary piłek się ścielą na wszech członkach ciała jego!
Ile członków posiada, tyle rąk wyrasta z członków;
Kule niemi zręcznie chwyta, szybciej jeszcze odbijając;
Wszystkie powolne mistrzowi, szparko szybują w powietrzu.

Inni rzucali piłki żelazne, a chwytali je końcami palców lub łokciem. Byli i tacy, co w sposób najnienaturalniejszy przekręcali swe członki. Jednem słowem starożytni znali wszystkie prawie sztuki, jakie wyprawiają dzisiejsi tego pokroju artyści.

Ale wróćmy do właściwych niewolników domowych. Samo już utrzymywanie takiej czeredy sług rzuca wcale niekorzystne światło na moralne stosunki bycia domowego znakomitszych Rzymian. Lecz większą jeszcze odrazą przejmuje nas wstrętny zwyczaj, iż chowano istoty od natury upośledzone na ciele i umyśle, lub co gorsza, wykoszlawione środkami sztucznymi, aby się tylko zabawiać ich figlami idyotycznymi i brać ich za cel żartów. Są to tak zwani moriones (błazny), fatui i fatuae (głuptasy). Łatwiejby już wybaczyć hodowanie karłów (nani i nanae) wśród zgrai niewolniczej.

[289]

Cała ta tłuszcza niewolników, składając jedną familia, zostawała pod zwierzchnictwem osobnych dozorców. Najcelniejsi z niewolników, którym powierzano główny nadzór nad porządkiem w domu, nad wszystkimi zasobami i administracyą majątku, cieszyli się osobliwszem zaufaniem swego pana. Pierwszą osobą był procurator; do niego należał zarząd majątku i zwierzchnie kierownictwo wszelkiemi sprawami domowemi. Dobrami ziemskiemi zawiadywał w charakterze rachmistrza actor, obok którego spotyka się niekiedy agronom praktyczny - villicus (ekonom); w villa urbana zaś prowadził rachunkowość marszałek domu atriensis. W czasach późniejszych i ten urząd sprawował osobny niewolnik - dispensator, a do marszałka (atriensis) należał odtąd jeno główny nadzór nad porządkiem i czystością w domu. Cellarius lub promus (szafarz, klucznik) wreszcie zarządzał śpiżarnią i piwnicą. Wszystkich tych oficyalistów domowych nazywano ordinarii.

U Rzymian wykształconych ważne stanowisko zajmowali niewolnicy, którzy pełnili obowiązki lektorów (lectores, anagnostae) podczas obiadu, kąpieli lub w innych porach dnia, którzy za dyktandem pisali, mieli pieczę nad kopiami i biblioteki domowi. Do tego szeregu wliczyć nakoniec wypada lekarzy i chirurgów, którzy w epoce cesarstwa należeli do stanu niewolniczego lub też z niego pochodzili.

Położenie niewolników w Rzymie było nawskróś inne niż w Grecyi. U Hellenów niewolnik zostawał względem swego pana w stosunku określonym przez prawo, a przywilej wymierzania kary ograniczały ustawy pisane; w Rzymie tymczasem położenie niewolnika było daleko gorsze. Tutaj mógł pan rozporządzać niewolnikiem samowolnie jako rzeczą stanowiącą jego własność, niewolnik zaś nie posiadał żadnej opieki prawnej przeciw kaprysom i okrucieństwom swego władcy. Wobec tłumu jednostek, rozmaitości ich charakteru i pochodzenia właściciel znał osobiście zaledwie garstkę swych niewolników; większość natomiast, zwłaszcza robotnicy wiejscy, wymykała się z pod jego oka. Na wsi też za drobne nawet uchybienie a dzięki podnietom ze strony złośliwych wójtów niewolniczych kazał pan nieraz srogie odmierzać kary. Jednakże w czasach dawniejszych, kiedy służba domowa nawet u bogatszych, siedząc na nizkich ławkach (subsellia) w nogach sofy pańskiej, razem z rodziną, skromny dzieliła posiłek; kiedy pan nie wstydził się własnoręcznie pługiem krajać skiby: wtedy skutkiem takiej wspólności pożycia istniał do pewnego stopnia stosunek poufały, wytwarzało się przywiązanie wzajemne. Ale później przytrafia się to rzadko. Zbytek czasów następnych wespół z prostotą dawnych obyczajów wyrugował i służbę od boku pana, a niewolnicy otrzymywali obrok (demensum) w ratach dziennych lub miesięcznych. Jeżeli obrok nie był zbyt skąpy, albo też jeżeli pan powierzył niewolnikowi samoistne prowadzenie jakiegoś interesu, w takim razie mógł niewolnik ze swych oszczędności uciułać szczupły majątek (peculium), aby się

[290]

wykupić. Do majątku tego pan wtedy tylko występował z pretensyami, kiedy sposób postępowania niewolnika wyrządzał mu szkody materyalne. Lecz ile to niewolnik musiał znieść nędzy, zanim złożył niesumiennemu panu sumę wykupną! Na jaką próbę wystawiał swą cierpliwość długą wobec kar wszelakich, nieszczędzonych za najmniejsze choćby przewinienie! Jak na srogie obejście musiała się oburzać duma wolnego męża, co , z orężem w ręku popadł na placu boju w moc hardego zwycięzcy! Tem się więc tłómaczy olbrzymi zewsząd natłok niewolników do powstania, wznieconego przez bandę gladyatorów; stąd wynika rozpaczna walka tych wyrzutków ludzkości przeciw nielitościwym ciemiężycielom! Z okowami na nogach (compedes) uniemożliwiającemi ucieczkę, z żelazem na szyi (collare = naszyjnik), z kajdanami na rękach (manica) trzymano krnąbrnych niewolników w podziemnych kazamatach (ergastulum, pistrinum), pobudowanych tym celem na wsiach, i używano do ciężkich robót pańszczyźnianych w kamieniołomach. Smaganie grubymi kijami, rózgami i batogami (fustis, virga, mastix) bywało karą zwyczajną. Ale dręczono jeszcze inaczej. Oto musiał niewolnik nosić nieraz przyrząd w kształcie wideł, zwany furca lub patibulum; kark chudziny wtłaczano między dwie rozsochy, wystające po obu stronach z przodu, i do nich ręce przywiązywano lub przygważdżano. Zbiegom i złodziejom wypalano gorącem żelazem na czole początkowe litery (stigma) przestępstwa, którego się dopuścili; stąd takich niewolników zwano literati lub stigmosi (piętnowani). Łagodniejszą natomiast była kara tych, co musieli dźwigać naszyjnik lub płytę bronzową z adresem swego pana, aby w razie ucieczki można w nich poznać zbiegów. Karę śmierci stanowiło krzyżowanie (in crucem agere, figere); ciało delikwenta wciśnięte w patibulum wciągano na słup hańbiący i nogi doń ćwiekami przybijano. Chrześcijańscy cesarzowie rzymscy znieśli wszelako ten rodzaj kary ze względu na krzyżową śmierć Chrystusa. Często niewolników występnych rzucano do wiwaryów, duszono w piecach lub kazano im walczyć w amfiteatrze z dzikiemi zwierzęty.

Takie poniewieranie niewolnikami odejmowało im też prawo noszenia togi. Mogli pojawiać się tylko w tunice. Bywała ona zwykle z tkanin grubszych koloru ciemnego, co objaśnia się zresztą rodzajem zajęć niewolniczych; wdziewali ją nieraz na sposób exomis greckiej. W razie niepogody wkładali na ten kostyum robotniczy grubą penulę albo lacernę. Niewolnicy zaś, pozostający w bezpośredniem zetknięciu z rodziną patrona, jak n.p. kosmetowie, usługujący przy stole i t.d., nosili niewątpliwie szaty z tkanin cieńszych i o barwach jasnych.

Jeżeli niewolnik otrzymał swobodę (manumissio), nazywał się w stosunku do swego patrona libertus (wyzwoleniec). Wyzwalanie uroczyste odbywało się w sposób następujący. Patron, udowodniwszy poprzednio prawne posiadanie niewolnika (justa servitus), przyprowadzał go do najwyższego urzędu w swem mieście i mówił: "hunc hominem ego volo liberum

[291]

esse" (tego oto człowieka chcę obdarować wolnością), poczem assertor (obrońca) uderzał niewolnika rózgą w głowę, albo też, mianowicie w czasach późniejszych, wymierzał mu policzek. (Taki assertor był niezbędnym, ponieważ człowiek nie posiadający jeszcze wolności nie mógł swej sprawy sam prowadzić, lecz przez zastępcę). Następnie patron ujmował niewolnika za rękę, obracał go w koło i oswabadzał z niewoli, powtarzając ową formułę. Obok tego trybu wyzwalania zwanego manumissio vindicta (za pomocy rózgi), istniały jeszcze dwa inne: albo patron zapisywał nazwisko niewolnika w liście cenzusowej (manumissio censu), albo też wyrażał w testamencie swą wolę, iż go oswabadza ze stanu niewolniczego (munumissio testamento). Wzuwszy kapelusz, nałożywszy togę i pierścień, tudzież ostrzygłszy brodę, nadawał tem sobie dawny niewolnik i pod względem zewnętrznym znamiona człowieka wolnego.





Copyright © by Usługi dla Ludzkości (xwa & mb).
Last UpDate: 12.01.2011 [ver.3.1 rb©]
Generation time: 0.23364sek.


Warning: Unknown: open(/var/lib/php5/sess_78fc0868fd42bd9134fa8aa4d19c0f9b, O_RDWR) failed: No space left on device (28) in Unknown on line 0

Warning: Unknown: Failed to write session data (files). Please verify that the current setting of session.save_path is correct (/var/lib/php5) in Unknown on line 0