takie sobie logo serwisu
Foto i biogram

"Nikt z nas nie żyje dla siebie..."
Strona tytułowa
Przedmowa
Rozdział I
Rozdział VII
Doktorat
Habilitacja
Przekształcenia ustrojowe
Ks. Jan Czuj
Rozdział XIII
Spis treści
Bibliografia prac
o. A. Jankowskiego
od 2001 roku
"Nikt z nas nie żyje dla siebie..." Z o. A. Jankowskim rozmawiają..., Kraków 2005.

Rozdział VII

Po powrocie z Rzymu


Doktorat


Jakie były ostatecznie losy warszawskiego doktoratu?

Pracę, którą napisałem po łacinie u Urbana Holzmeistra, przyjęto mi w Warszawie bez trudności jako doktorat. Rada Wydziału zadecydowała, że praca może być złożona po łacinie. Przyjechawszy w lipcu 1948 roku z tytułem "licencjat nauk biblijnych" i po naniesieniu wspomnianych uzupełnień - według wymagań ks. Kwiatkowskiego - w przeciągu trzech miesięcy zrobiłem z tego doktorat. W indeksie miałem wszystko pozaliczane.

Promocja doktorska odbyła się 7 grudnia 1948 roku. Kwiatkowski powiedział trzy czy cztery zdania na temat mojej pracy - dzisiaj my na prezentacji mówimy cztery razy więcej o każdym z doktorów niżeli on powiedział na mój temat. Rektor Czubalski, profesor medycyny, wręczył mi dyplom, no i tak zostałem doktorem teologii.

Jeszcze zanim otrzymałem dyplom zwróciłem się do ówczesnego ordynariusza, kardynała Augusta Hlonda z pytaniem:

- Eminencjo, co mam dalej robić? Będąc w Rzymie przez te dwa lata, zainteresowałem się trzema sprawami. Pierwsze to nauka - czyli praca w zakresie teologii. Drugie - przypatrzyłem się we Włoszech instytutom świeckim i byłem nimi oczarowany. To była nowa zupełnie forma życia kościelnego. Nawet pojechałem specjalnie do Asyżu, aby zobaczyć centrum don Rossiego Pro civitate christiana. Wręcz zafascynowało mnie to i mógłbym to robić tutaj. A trzecie - jeszcze przed wyjazdem na studia byłem jednym z prowadzących duszpasterstwo akademickie św. Anny w Warszawie. Mogę się więc nadal zajmować młodzieżą akademicką. Eminencjo, co mam wybrać?

Zawsze dostojny, majestatyczny kardynał Hlond odparł na to:

- Proszę księdza, musimy się nad tym dobrze zastanowić. Na razie proszę napisać do mnie odpowiedni "memoriał", co się księdzu wydaje najsłuszniejsze, a ja potem zdecyduję o kierunku. Tymczasem proszę całą parą do habilitacji.

Habilitacja


Czyli faktycznie już zdecydował. Bo jeżeli "całą parą", to przy obowiązkach prefekta w seminarium na tamte dwie rzeczy nie miałem zbyt wiele czasu. Instytutami świeckimi przestałem się więc interesować, a w duszpasterstwie akademickim robiłem tylko tyle, co było najkonieczniejsze. Do habilitacji podszedłem rzeczywiście "całą parą".

Jako temat pracy wybrałem drugie spośród trzech wskrzeszeń ewangelijnych i nadałem jej tytuł: "Znak spod Nain". Bardzo się wtedy okazały pomocne materiały, które przywiozłem z Rzymu. Życzenie kardynała Hlonda "całą parą do habilitacji" spełniłem - po czterech latach, w roku 1952, miałem habilitację. Praca jest drukowana w Collectanea Theologica: zajmuje cały numer - była nawet swego czasu jedyną monografią na ten temat w Europie.

Wtedy właśnie na jednej z francuskich uczelni miał miejsce taki dość oryginalny epizod. Do ks. prof. Augustyna George'a zgłosił się student z propozycją tematu swojej pracy dyplomowej - właśnie o wskrzeszeniu młodzieńca z Nain. Profesor, który osobiście mnie nie znał, a o mojej pracy pewnie dowiedział się z jakiegoś przeglądu, odpowiedział:

- Dobrze, ale proszę się najpierw zapoznać z pracą, którą napisał po polsku Jankowski.

Na szczęście znalazła się życzliwa polska urszulanka, która temu studentowi mniej więcej przybliżyła, o co chodzi w mojej książce.

Jeszcze kiedy tę pracę kończyłem pisać, zauważyłem pewne zmiany w układach personalnych na naszym Wydziale. Chciałem być docentem przy ks. Kwiatkowskim, a tymczasem starszy ode mnie o jedenaście lat ks. Ryszard Paciorkowski, również uczeń Kwiatkowskiego, był bardziej zaawansowany. Pomyślałem sobie wtedy: "Dwóch docentów przy jednej katedrze? To może nie będę się habilitował z apologetyki, lecz z Pisma Świętego?"

Moimi recenzentami zostali więc bibliści: ks. Seweryn Kowalski i ks. Paweł Nowicki, słynny specjalista od filologii biblijnej, a trzecim - żeby się stało zadość przyzwoitości - ks. Wincenty Kwiatkowski.

Kardynał Hlond już tego nie dożył. Umarł kilka tygodni po naszej rozmowie, w październiku 1948.


Przekształcenia ustrojowe


Wtedy "kula bilardowa" mojego życia odbiła się w inną stronę. Otrzymałem tytuł docenta studium biblijnego Nowego Testamentu. Jednak jako docent nic w Warszawie nie zrobiłem takiego, co by można było nazwać ściśle pracą naukową. Tyle że mnie zatrudnili. Jedynie wykładałem studentom Prolog Ewangelii św. Jana - ale tylko od strony filologicznej. Więcej właściwie już nie zdążyłem.

To znaczy?

Wtedy Wydział zaczął się przekształcać w Akademię Teologii Katolickiej. Ks. Jan Czuj, profesor patrologii, ówczesny dziekan, który promował całą tę przykrą sprawę, zapytał mnie:

- Chcecie, księże, być na Wydziale?

Odparłem:

- Przecież jestem.

- Ale czy chcecie być na Akademii?

- Nie, księże dziekanie, bo ja idę do zakonu.

Nie powiedziałem mu wtedy wszystkiego, co o tym myślałem: "Bo nie mam do was za grosz zaufania"... Odpowiedział tylko:

- No to jak tak, to dobrze.

Ks. Jan Czuj


Ks. Czuj był aż tak przekonanym współpracownikiem systemu komunistycznego?

Na tę współpracę trzeba popatrzyć w szerszym kontekście. Ks. Czuj był księdzem diecezji tarnowskiej, a jednocześnie wybitnym działaczem społecznym i politycznym w okresie międzywojennym: był bardzo zaangażowany w Stronnictwie Katolicko-Ludowym. Bardzo chętnie manifestował swoją bliskość wobec ludzi prostych (np. zawsze najpierw woźnej podawał rękę) i na każdym kroku pokazywał, że nie jest kimś wyższym, a był przecież nawet posłem na sejm i to ponad dziesięć lat - jako przedstawiciel tego Stronnictwa.

Sam od niego tego nie słyszałem, ale mówił mi o tym na ogół świetnie poinformowany ks. Eugeniusz Dąbrowski, że ks. Czuj miał usłyszeć od komunistów:

- Za to, co ksiądz robił w tamtych czasach, to się księdzu kula w łeb należy. Jeżeli więc ksiądz chce się ostać, to proszę spokojnie z nami współpracować.

Wtedy jako dziekan przyczynił się wydatnie do powstania ATK. Ja wierzę, że to, co Dąbrowski powiedział, jest prawdą.

ATK ma bardzo niechlubny początek. I tego też byłem świadkiem. Miała to być z założenia wylęgarnia "księży-patriotów". Jeśli do tego nie doszło, to tylko dzięki temu, że oprócz zdeklarowanych "księży-patriotów" weszli też i tacy, którzy mówili bez żadnego podłoża ideologicznego: "Lepiej to robić, niż nic nie robić" albo: "Przynajmniej tu można wydać jakąś książkę" - ludzie kompromisu, których dziś historia zaczyna oceniać.

Pamiętam, jak ks. Czuj już po powstaniu ATK brał udział w jakiejś uroczystej akademii w seminarium. Widziałem, jakim wzrokiem patrzyli na niego klerycy, gdy przechodził między rzędami w kierunku katedry. Nie chciałbym być wtedy na jego miejscu. Wtedy tam na katedrze padło takie kapitalne zdanie - już dziś nie żyje ten ksiądz, który to powiedział:

- Niewiele różni się słowo kompromis od kompromitacja.

A wracając do ATK: Ile czasu trzeba było, żeby ATK wyrównało swoją opinię. Na początku było bardzo źle. Prymas Tysiąclecia, po zajęciu przez nich budynków po marianach, powiedział:

- Księża profesorowie, jesteście possessores malae fidei: zajęliście to, co do was nie należało: to należy do arcybiskupa warszawskiego. Arcybiskup warszawski wypożyczył tylko marianom, a wyście weszli tak, jakby to była własność marianów.

Ale potem rząd niestety znalazł sposób na kard. Wyszyńskiego. Jego oczkiem w głowie był KUL. Komuniści obłożyli więc KUL podatkami i postawili Wyszyńskiego przed wyborem: albo uznanie ATK, albo ruina finansowa KUL-u. I wtedy Prymas Tysiąclecia uznał, że tak będzie lepiej i przyjął tytuł wielkiego kanclerza tej uczelni. Sam byłem świadkiem, jak zjawił się u nich - jakby już zapomniał powiedzenia possessores malae fidei. Spotkaliśmy się tam: ja miałem odczyt, a on był już w charakterze wielkiego kanclerza.





Copyright © by Usługi dla Ludzkości (xwa & mb).
Last UpDate: 12.01.2011 [ver.3.1 rb©]
Generation time: 0.00244sek.


Warning: Unknown: open(/var/lib/php5/sess_7d0d5454fee36b487f1903d7b3d5b6d4, O_RDWR) failed: No space left on device (28) in Unknown on line 0

Warning: Unknown: Failed to write session data (files). Please verify that the current setting of session.save_path is correct (/var/lib/php5) in Unknown on line 0