takie sobie logo serwisu
Dedykacja

KAROL KORTA
Wspomnienia

JAN CZUBEK
RYMY
Przedmowa
Rymy młodzieńcze
Rymy wieku dojrzałego
Rymy ostatnie

H O M E R
ILIADA
Pieśń I
c.d.n.

H O R A C Y
POEZJE
Słowo wstępne
Pieśni
Księga I
Jan Czubek (1849-1932), Iliada (fgm.) wg wyd. z 1921 r.

Homer

I l i a d a

[1]


Pieśń I




Mór. - Zatarg.

Gniew Achilla Pelidy wyśpiewaj, bogini,
Zgubny, co cierpień tyle Achajom przyczyni,
Tyle duchów mocarnych wtrąci do Aida,
Bohaterów zaś samych psom na pastwę wyda
I na żer ptastwu - wszystko z woli Zeusa świętej,
Odkąd króle się w złości rozstali zawziętej,
Achill boski i Atryd, pan wielkiej krainy.

Któryż z bogów spór zażegł i z jakiej przyczyny?
Syn Latony i Zeusa; on to w złości srogiej
Na króla mór słał w obóz, i padał lud mnogi
Przez to, że z niczem Chryza kapłana odprawił
Atryda; bo przy chyżych korabiach się zjawił
By swą dziewkę odzyskać za okup wspaniały,
Ze wstęgą Apollona, co celne śle strzały,
Na złotem berle; błagał achajskie tam pany,
A najbardziej Atrydów obu, wojsk hetmany:
«Atrydzi i Achaje wszyscy, kryci śpiżą,
Wam niech bogi Olimpu wielkie dadzą chyżo
Gród Pryama rozwalić, do dom wrócić z łupem,
Ale mnie córę miłą puśćcie za okupem:
Bójcie się Apollona strzelca, Zeusa syna»

Więc się rzesza achajska wszystka dopomina, [2]
By uczcić ofiarnika, przyjąć dań bogatą;
Atryda Agamemnon nie chce przystać na to,
Lecz go z niczem odprawi, pogrozi w dodatku:
«Niech cię tu, starcze, złapię przy drążonym statku,
Czy teraz bawiącego, czy drugim nawrotem:
Ni mię wstęgą ni berłem nie rozbroisz złotem.
Dziewki nie wydam, prędzej starość z nóg ją zwali
Tam, w Argos, w moim dworze, na obczyźnie, w dali,
Tkającą mi przy krosnach i ścielącą łoże.
Więc idź i nie drażnij mię, byś zdrów był, niebożę».

Tak mówił; zadrżał starzec i odszedł struchlały.
Szedł milczący wzdłuż brzegu ponad szumne wały,
Potem błagał gorąco, od naw oddalony,
Władcę Apollona, syna nadobnej Latony:
«Usłysz mię, Srebrnołuki, co Chryzę osłaniasz,
Killę świętą i Tened potężnie ochraniasz,
Boże Smintejski! jeślim ci kiedy świątnicę
w cześć postawił lub tłuste palił polędwice
Byków i kóz, niech jedno od ciebie mam w zysku:
Za me łzy na Danaów spuść zemstę w pocisku».

Tak się modlił; a Fojbos przyjął prośbę w uszy.
Zstąpił z wyżyn Olimpu, srodze zgniewan w duszy,
Łuk na barkach i sajdak mając dwupokrywy;
Dźwiękły strzały na barkach, gdy w złości straszliwej
Ruszył z miejsca, a kroczył do nocy podobny.
Stadł opodal od statków i puścił bełt drobny:
Warknęły przeraźliwie ramiona kabłącze.
W mulice najpierw godził i strzelał w psy rącze,
Potem zaś i na ludzi puszczał gorzkie strzały:
I gęste trupy ciągle na stosach gorzały.
Dziesięć dni tak na obóz padały strzał grady;
Dziesiątego lud Achill zwołał dla narady. [3]
Bo w duszę mu bogini tchnęła Hera biała,
Z żalu nad Danaami, gdy mrących widziała.
Gdy się zebrał i usiadł lud, głowa przy głowie,
Krzepki w nogach się Achill tak, wstawszy, ozowie:
«Atrydo, już to, widzę, trudno wiatry ścigać:
Trza pono wracać, byle śmierci się wymigać,
Gdy nam wojna i dżuma tyle ludu chwyta.
A no, spytajmy przecie kapłana, wróżbita
Lub snowidza - wszak i sny od Zeusa człek miewa -
Niech powie, za co Fojbos tak strasznie się gniewa:
Czy za ślub niespełniony czy skąpe ofiary,
By zażywszy czy koziej czy baraniej skwary,
Od tej dżumy nas raczył uwolnić zdradzieckiej».

Tak rzekł i usiadł; powstał z drużyny radzieckiej
Kalchas, syn Testorowy, wróżbit, jakich mało,
Świadom tego, co będzie, co jest, co się stało;
On pod Troję achajskim łodziom przewodniczył
Przez swą sztukę, której mu Apollon użyczył.
Ten więc powstał, by sercem życzliwem tak prawić:
«Każesz, Zeusa kochanku, Achillu, objawić
Gniew Apollona władcy, co zdala dosięga:
Jać powiem, lecz mi twoja potrzebna przysięga,
Że mię dobrze zasłonisz słownie i orężnie;
Bo męża snać podrażnie, co włada potężnie
Wśród Argejów i wszystko dziś przed nim się korzy;
A król straszny, kiedy się na chudaka sroży;
Bo choć połknie urazę, gniew w wnętrzu się kłębi
Tak długo, aż wybuchnie nagle z serca głębi.
Więc patrz, czy mię obronisz od wszelkiej zaczepki».

Odpowiedź dał mu taką Achill, w nogach krzepki:
«Śmiało wyrok ci znany objaw niemieszkanie,
Bo na Apolla klnę się, Zeusa kochanie, [4]
Którego ty, Kalchasie, czcząc, jawisz wyrocznie:
Pókim żyw i na ziemię poglądam naocznie,
Nikt tu ciężkiej na ciebie ręki nie podniesie,
Nikt w świecie, Agamemnon nawet niech mąż zwie się,
Co się chełpi, że mocarz nad wszelkie Achaje».

Nabrał ducha wróż zacny i odpowiedź daje:
«Gniew - nie ślub, nie ofiara świągła zaniedbana;
Lecz że król Agamemnon nie uczcił kapłana
I dziewki nie dał, gardząc okupem bogatym;
Za to spuścił bóg klęskę i nie koniec na tym:
Bo nie pierwej nam dżumę zażegna wyrokiem,
Aż ojcu dziewkę damy z promienistym okiem
Bez okupu, za darmo i złożym ofiary
W Chryzie; wtedy nas może bóg zwolni od kary».

To powiedział i usiadł; a z drużyny radnej
Atryda Agamemnon wstał, król wielowładny,
Wściekły; czarne osierdzie gniew mu obiegł dziki,
Z strasznych oczu błyskały ogniste płomyki.
Kalchasa najpierw wzrokiem przeszył i tak prawił:
«Wróżu złowrogi! kiedyś rzecz dobrą objawił?
Radość w sercu masz zawsze, gdy ci złe z ust płynie;
K rzeczy niceś mi nie rzekł ni dokonał w czynie.
I dziś pośród Danaów prawisz wieszczym głosem,
Że przez to celny Łucznik cios zsyła za ciosem,
Iż za dziewkę Chryzejdę zapłaty ogromu
Przyjąć nie chciałem; bo ją wolę mieć w swym domu,
Bo nawet Klitemnestra nie jest mi tak miła,
Ślubna małżonka, gdyż się do niej nie umyła
Ni urodą ni wzrostem, rozumem, robotą.
Lecz i tak, gdy być musi, oddam ją z ochotą,
Bo nie chcę, by lud z mojej miał ginąć przyczyny.
Lecz dar mi wytrzaśnijcie jaki, bym jedyny [5]
Wśród Argejów bez daru nie był: nie wypada.
Bo że dar mi umyka, widzi wszystka rada».

Na to mu szybkonogi, boski Achill rzecze:
« O przesławny Atrydo, zachłanny człowiecze!
Skądże mężne Achaje dar jaki wytrzasną?
Gdzież zdobycz widzisz wspólną? - Każdy ma swą własną.
Bo co z miast się zabrało, rychło się rozdało,
A lud zbrojny ograbiać z łupów - nie przystało.
Lecz dziewkę bogu oddaj; my ci z dobrej woli
W trój, czwórnasób nagrodzim, jeśli Zeus pozwoli
Gród trojański warowny rozburzyć doszczętnie».

Tu mocarz Agamemnon odeprze niechętnie:
«Po co kręcisz, Achillu, acz kształtem niebianin
I dzielny; mnie nie złowisz na lep tych gadanin.
Lub chcesz, byś sam miał dziewkę, a ja bym tak siedział,
Biedując, tę oddawszy, jakeś to powiedział?
Więc niech mi dziś sierdziste Achaje nagodzą
Dar po mej woli i tak stratę wynagrodzą.
Bo jeśli mi nie dadzą, czego pragnie dusza,
To twój dar lub Ajasa lub Odysseusza
Zagrabię: ten się skrzywi, do kogo zajadę.
Lecz o tem kiedy indziej złożyć możem radę;
Dziś łódź czarną ściągnijmy na słone obszary,
Zbierzmy flisów i włóżmy wspaniałe ofiary;
Ostatnia pięknolica Chryzejda niech wchodzi,
A niech z rady mąż jeden wyprawie dowodzi,
Ajas czy Idomenej czy Odyss wspaniały
Czy ty wreszcie, Pelido, krnąbrny i zuchwały,
By przebłagać Łucznika, złożywszy dar drogi».

Rzekł mu, brzydko spojrzawszy, Achill szybkonogi:
«O bezwstydny człowiecze, samolubie wstrętny!
Jakże cię kto z Achajów ma posłuchać chętny, [6]
Czy padnie pochód czyli pogrom bitnych szyków?
Jam tu nie przyszedł gwoli Trojan kopijników,
By się bić z nimi, gdyż mi nie winni nic oni,
Bo mi nigdy nie brali ni wołów ni koni,
Ni plony poniszczyli, które karmicielka,
Tłusta Ftya wydaje, gdyż dzieli nas wielka
Moc gór cień rzucających i huczące wały.
Lecz przyszliśmy, kpie jakiś, gwoli twojej chwały,
Krzywd Menelaja szukać i twojej, warchole,
U Trojan; lecz to ciebie ni pika ni kole,
Ale dar mój mi zabrać już grozisz zuchwale,
Com go potem uznoił, dostał przy podziale.
Toć nigdy nie odchodzę z darem, jak twój, dużym,
Ilekroć jaki Trojan gród ludny rozburzym;
Ale krwawej roboty trud ledwie nie cały
Na moje ręce patrzy; kiedy przyjdą działy,
Ty się dobrze obławiasz, ja - szczupły, acz miły
Dar odnoszę do łodzi, gdy bój stargał siły.
Teraz wracam do Ftyi, bo lepiej do domu
Wracać w krzywych korabiach, niż bym, pełen sromu,
Tobie mienie i skarby gromadzić tu siedział».

Na to mu Agamemnon mocarz odpowiedział:
«Zmykaj, gdyć serce radzi: nikt cię tu nie trzyma.
Ja cię prosić nie myślę: alboż innych niema,
Co mię tu poczczą, a Zeus przemądry najskorzej?
Z królów, Zeusa chowańców, tyś mi tu najgorzej
Krew psował, boś się zawsze bił, darł, kłcił, swarzył.
Mocniejszyś - to cóż? - bóg cię tą siłą obdarzył.
Wracaj do dom w korabiach, zabieraj drużynę
I panuj Myrmidonom; myślisz, że tu zginę
Lub mię twój gniew obchodzi? - Lecz ci zapowiadam:
Fojbos żąda Chryzejdy, za którą przepadam: [7]
Więc ją na własnym statku poślę, dam drużynę;
Lecz tobie pięknolicą zabiorę dziewczynę,
Bryzeidę, z namiotu, żebyś wiedział o tem,
Żem tu wyższy nad ciebie i dziesiąty potem
Strach miał stawiać się hardo przy mnie oko w oko».

Rzekł, a Pelidzie w duszę ból wrył się głęboko;
Serce w piersi kosmatej we dwie rwało strony:
Albo bułat z pod boku ściągnąć wyostrzony,
Drugich przepłoszyć i w krwi Atrydy go zbroczyć,
Albo połknąć obelgę i złość w serce wtłoczyć.
Gdy tak w duszy i sercu waży koniec sporu
I już ciągnie miecz z pochew, zeszła z niebios dworu
Atena; wyprawiła ją bowiem Hera biała.
Gdyż oba sercu drodzy, obydwu kochała.
Stając z tyłu, za jasny kędzior Pelejona
Targnie, jemu widoma, wszystkim utajona.
Drgnął Achill, obrócił się i rzuciwszy okiem,
Poznał Atenę, strasznym mierzącą go wzrokiem;
Więc głos zabrawszy, słowy lotnemi zagadnie:
«Przyszłaś, Zeusa córo, co egidą władnie,
Żeby pychę podziwiać tu Agamemnona?
Lecz ci powiem, a myślę, że wnet się dokona:
Przez swą butę on kiedy i żywot postrada».

Światłooka Atena tak mu odpowiada:
«Jam tu gniew twój ukoić z Olimpu przyśpiała,
Że mię posłuchasz; Hera przysłała mię biała,
O was, drogich jej obu, troskając się w duszy.
Więc się uspokój; ręka niech korda nie ruszy,
Lecz słowy lżyj go, gadaj, co ślina przyniesie;
Bo ci powiadam i to niechybnie stanie się:
Trzykroć kiedyś zapłacą to, co dziś cię boli,
Darami; tylko przecierp i bądź nam po woli». [8]

Szybkonogi Achilles tak jej odpowiada:
«Mnie wasze rozkazanie szanować wypada,
Aczem w sercu markotny, bo tak lepiej zawsze:
Kto bogów słucha, temu i bogi łaskawsze».
Rzekł i na srebrnym trzonie dłoń ciężką położy,
W pochwę wepchnie kord wielki, szanując głos boży
Ateny; ta odeszła znów w Olimpu progi
Na dwór egidowładcy, między inne bogi.

Pelida ostrym słowom znów usta otwiera,
Lżąc Atrydę, bo gniewem znów serce mu wzbiera:
«Pijanico z psiem czołem a sercem jelenim!
Gdy na bój razem z ludem zbroić się nie lenim
Albo stawać na czatach, my, przedni Achaje,
Tobie nie w smak to idzie, śmiercią się wydaje.
Prawda, łatwiej Achajom dary grabić zmyślnie
Po przestronym obozie, gdy kto słówko piśnie.
Pijawka, co ssie naród, bo wszyscy ciemięgi!
Oj, bobyś za tę zbrodnię już krwawe wziął cięgi.
Lecz to ci zapowiadam pod strasznem zaklęciem
Na to berło, co się już ni liściem ni pręciem
Nie umai, gdy raz już na górach z pnia spadnie,
Ni odżyje, bo topór ostrugał je ładnie
Z liści i z kory, teraz achajskie znów syny
Dzierżą je w ręku, sędzie, co sądzą przewiny,
Strzegąc Zeusa zakonu - masz kłątwę niekłamną:
Kiedyś syny Achajów bardzo stęsknią za mną
Wszyscy; lecz ty nie zdołasz, acz w wielkiej zgryzocie,
Pomóc, gdy z rąk Hektora mężobójcy krocie
Zalegną ziemię i bój będzie ci doskwierał,
Żeś pierwszego z Achajów, jak psa, sponiewierał».

To powiedział Pelida, berło o ziem rzucił,
W złote ćwieki oprawne, i na miejsce wrócił; [9]
Atryda wciąż się sierdził. A wtem z ławy innej
Powstał Nestor, Pylijców mowca dźwięczny, płynny;
Jemu słodsze od miodu słowa usty płyną,
Przy nim dwa pokolenia marnych ludzi giną,
Z któremi niegdyś razem rodził się i chował
W Pylos przeświętem, teraz trzeciemu panował.
Ten w dobrej myśli, wstawszy, tak rzecz rozpoczyna:
«Biada! - Biedna ta, biedna achajska kraina!
Ucieszyłby się Pryam i Pryama syny,
Ucieszyłyby Trojan wszystkie te nowiny,
Że wy czas marnujecie na kłótni i zwadzie,
Coście wodze Danaom i w boju i w radzie.
Więc słuchajcie, bom dłużej żył od was na świecie;
A nie z takimi, jak wy, jam obcował przecie,
Lecz mi nie ubliżyli w niczem ci siłacze;
Bo mężów nie widziałem ani już obaczę,
Jak Pejrytoos, Dryas, narodów przewodnik,
Kajnej, Eksad, Polifem, bogów współzawodnik,
I Tezej, syn Ajgeja, piękny jak bóg jaki:
Z ludzi, ziemi mieszkańców, najtęższe junaki.
Oj, siłacze to byli i w boju zawziętem
Gromiąc, górskie potwory zniszczyli ze szczętem.
Z nimi ja się bratałem, przybywszy hen, z dali,
Z Pylos, z ziemi kresowej, bo sami przyzwali.
Walczył ja samojeden, z olbrzymy zaś temi
Niktby z ludzi się nie bił, co dziś są na ziemi;
A słowa me ważyli, słuchali porady.
Więc i wy posłuch dajcie dla dobra gromady:
Ani ty, acześ możny, nie bierz mu dziewczyny,
Lecz zostaw, jak mu dali dar achajskie syny;
Ni ty z królem, Pelido, na udry zuchwale
Nie chodź, bo nie tę samę cześć dostał w udziale [10]
Król berłonosz, co mu Zeus dał chwałę przed gminem.
Tyś mocniejszy prawicą i niebianki synem,
Lecz on wyższy nad ciebie, bo ma ludu więcej,
Atrydo, ty złość potłum, błagam najgoręcej,
Daruj gniew Achillowi, co dla wszystkich wojów
Wielkim zawsze puklerzem w ciężkim trudzie bojów».

Rzecze mu Agamemnon na to, wódz rycerzy:
«Zaprawdę, rzekłeś, starcze, wszystko, jak należy
Lecz ten człowiek się uparł we wszystkiem rej wodzić,
Nad wszystkimi panować i wszystkim przewodzić
I wciąż dawać rozkazy, tuszę, bezskuteczne.
Lecz choć mu silną rękę dały bogi wieczne,
To zacóż drugich słowem obelżywem siecze?»

Przerywając mu, boski Achilles tak rzecze:
«Tak, bo mię podłym tchórzem nazwiesz i ciemięgą,
Gdy wciąż czołem bić będę przed twoją potęgą.
Drugim sobie rozkazuj, jak chcesz, tylko nie mnie,
Bo cię słuchać nie myślę, rozkażesz daremnie.
Lecz ci inną rzecz powiem, a ty schowaj w duszę:
Gwoli pięknej dziewczyny ja kopji nie skruszę
Ni z tobą ni z kim innym: dawszy, bierzcie sobie.
Lecz tej tam przy korabiach czarnych mej chudobie
daj mi pokój: ej, wara brać co wbrew mej woli!
Albo spróbuj, by i ci widzieli, jak boli:
Wnet ci czarną posoką ta dzida ociecze».

Gdy tak jeden drugiego słowami wysiecze,
Wstali, wiec rozwiązali, rzesza się rozchodzi.
Pelida do obozu, do umiernych łodzi
Poszedł z Menojtyadą, z nim wierne drużyny.
Atryd chyżą łódź stacza na słone głębiny,
Wioślarzy wziął dwudziestu, hekatombę wsadził
I dziewkę pięknolicą za rękę wprowadził; [11]

«» «» «» «» «» «» «» «» «»

Ciąg dalszy nastąpi


Copyright © by Usługi dla Ludzkości (xwa & mb).
Last UpDate: 12.01.2011 [ver.3.1 rb©]
Generation time: 0.00368sek.


Warning: Unknown: open(/var/lib/php5/sess_081355391737897edf92271b0eec575c, O_RDWR) failed: No space left on device (28) in Unknown on line 0

Warning: Unknown: Failed to write session data (files). Please verify that the current setting of session.save_path is correct (/var/lib/php5) in Unknown on line 0